Gdy chcę włączyć swoisty muzyczny „safe mode” i uniknąć udręki spędzonej przy nieudanych wydawnictwach, zabieram się za sprawdzanie polskich kapel black lub death metalowych. W większości przypadków najgorsze co może mnie spotkać, to mało wyróżniający się, ale wciąż solidny materiał. Nasi krajanie po prostu wiedzą jak się w takie granie bawić, i zespół Kira na swoim drugim albumie Peccatum et blasphemia pokazuje, że również jest w posiadaniu narzędzi, za pomocą których już wkrótce może stać się ważnym ogniwem polskiej sceny. Pytanie jednak brzmi: czy będą ich częściej używać?
Chociaż znajomi tylko i wyłącznie zachwalali załogę z Opoczna, to początek przygody z tym krążkiem jednak tych zachwytów w żaden sposób nie potwierdzał. Nad krótkim intrem Opening the Gates of Hell pastwić się nie będę, jednak Lucifer’s Herald okazał się dosyć sztampowym black/deathowym numerem, któremu z racji niewielkich emocji we mnie wywoływanych udało się od razu uwidocznić mankamenty tej lekkiej brzmieniowej surowizny, z jaką na „dwójce” Kiry ma się do czynienia (czyli perkusji bez porządnego łupnięcia i z wokalem momentami gubiącym się pod resztą instrumentów). Na szczęście to niezbyt dobre pierwsze wrażenie zostało w pełni zatarte przez najlepszy jak dla mnie kawałek na płycie, wolny i wręcz monumentalny ośmiominutowy One Gram of Your Soul. To właśnie te bardziej podniosłe numery oraz momenty bardziej stonowane stanowią siłę Peccatum et blasphemia. Myślę, że to jest kierunek, którym Kira powinna podążać, bo Panowie ewidentnie mają rękę do tworzenia przyswajalnych melodii (na przykład w takim Temple of Suffering czy innym Lord of Hallucinations). Wszelkiego rodzaju przyspieszenia i próby zabawy w mknącą przed siebię bezlitośnie torpędę wypadają może i znośnie (tu i ówdzie trafi się jakiś obiecujący riff), ale jednak znacząco odstają od tego, co na drugim długograju zespołu udało się najbardziej. Być może spora w tym też zasługa wspomnianego brzmienia, które sprawia, że na momenty wdepniętego gazu reaguje się tu raczej wzruszeniem ramion niż autentycznym „wow”.
Peccatum et blasphemia to więc album o dwóch twarzach. Na szczęście dominuje ta piękniejsza (w swojej kategorii), przez co można zaliczyć go do tych udanych produktów ekstremalnych made in Poland. Nie brak tu też pola do poprawy i wierzę, że ten – jakby nie patrzeć – doświadczony skład na kolejnym wydawnictwie wspomnianych mankamentów się ustrzeże. Chętnie je przeanalizuję gdy nadejdzie na nie czas, póki co mogę polecić sprawdzenie tego ubiegłorocznego – mimo wspomnianych wad, to dobra rzecz.
Ocena: 7/10
Kira na Facebooku
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2020, black metal, death metal, Kira, Ossuary Records, Peccatum Et Blasphemia, recenzja, review.






