Na pierwszą poważną weryfikację mojego muzycznego podsumowania 2020 roku nie musiałem zbyt długo czekać. Wystarczył zaledwie miesiąc, aby moje teorie o najlepszym albumie oraz najlepszym debiucie zostały poddane w wątpliwość. Sprawcą tego zamieszania jest tajemniczy zespół Königreichssaal, który pojawił się nagle z płytą Witnessing the Dearth i wydawcą Cult of Parthenope, porównującym trio do doskonale znanego polskiego duetu M. + Darkside oraz ich dwóch projektów – Mgły i Kriegsmaschine. Widząc to, zrobiło mi się zespołu po prostu żal, gdyż uznałem, że taki ciężar gatunkowy zestawień nie może im wyjść na dobre i po prostu debiutującą kapelę przygniecie. Jak już wiecie, moje obawy okazały się bezpodstawne. I to bardzo.
Krótkie, klimatyczne intro płynnie przechodzi w jedenastominutowe arcydzieło, jakim jest promujący krążek Der Kreuzweg. Majestatyczny utwór łączy w sobie wszystkie cechy muzyki tworzonej przez debiutujące na polskiej scenie trio – doomowe średnie tempa, niejednowymiarowe kompozycje, doskonały blackowy wokal, świetną i lekko „mgielną” melodykę (choć później nie zabraknie też patentów kojarzących się z Furią czy Deathspell Omega) oraz znakomicie za jej pomocą wykreowany ponury klimat, do tego dochodzi jeszcze świetne brzmienie, w którym palce maczał Haldor Grunberg. Żadne słowa nie oddadzą jednak jak przerażająco dobrze to wszystko w tym kawałku „żre”. Jedenaście minut mija w oka mgnieniu i przechodzi w kolejny nastrojowy przerywnik w postaci No Light. Ten zaś pełni rolę wprowadzenia do drugiego z pełnych utworów, czyli Ladder of Ego. Tam zespół wcale nie spuszcza z tonu, znowu racząc znakomitym hipnotycznym numerem, którego melodia bezproblemowo znajduje sobie miejsce pod czaszką. W tym momencie zacząłem czekać na jakiś fałszywy krok popełniony przez Königreichssaal, jakby nie wierząc, że kapela może utrzymywać tak wysoki poziom przez cały czas, w końcu to debiutanci! A jednak okazało się, że może. W kolejnych trzech wałkach zespół ponownie pokazał się jako mistrzowie w kreowaniu posępnego klimatu (Force Majeure), nie zabrakło również połączenia „furiopodobnego” black metalu (w stylu z ostatniego albumu Nihila i spółki) z walcowatym doomem. Zespół nawet spróbował zagrać trochę szybciej w wieńczącym album Bez czasu, bez boga, bez was i to podejście również się udało, a w jego wyniku powstał numer pełen energii, przy którym człowiek ma ochotę poderwać się z krzesła.
Nie powiedziałem jeszcze o tym albumie ani jednego negatywnego słowa i tak też zostanie, gdyż Witnessing the Dearth to po prostu krążek bezbłędny. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, aby po wypuszczeniu takiego albumu Königreichssaal przepadli gdzieś w podziemiu. Ich debiut to bez dwóch zdań jedna z najlepszych, a kusi mnie żeby powiedzieć wprost – najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się polskiej scenie w zeszłym roku. Zespół może, a nawet powinien na niej mocno namieszać – mam nadzieję, że im się to uda.
Ocena: 10/10
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2020, black metal, Cult Of Parthenope, doom metal, Königreichssaal, recenzja, review, Witnessing The Dearth.






