Metal to świat przesady, egzageracji. Peany na cześć śmierci i karykaturalne strofy o rozczłonkowywaniu bywają tu wyśpiewywane falsetem w tonacji durowej. Mało który zespół dorasta do swojej buńczucznej nazwy. Procent nagrań, które dorastają do swoich tytułów jest jeszcze mniejszy. ŻÓŁĆ.NISZCZENIE.ZGLISZCZE dorasta. Nawet kiedy zapisujemy tytuł wersalikami.
Krzta nagrała płytę daleką od przyjemnej. Nie ma tu nic miłego. Tytułowa żółć wylewa się w każdej sekundzie, niezależnie, czy zespołowi akurat zechce się skręcić w mathcore, czy zahaczyć bardziej o Agoraphobic Nosebleed. Ż.N.Z to dla mnie pandemiczne katharsis, wyrzygiwanie emocji nagromadzonych przez życie w zjebanym kraju. Nie chcę używać wielkich słów, ale gdybym miał przedstawić komuś jak się czuje moje pokolenie we współczesności, puściłbym mu tę płytę.
W tym bardzo organicznym, naturalnym brzmieniu, jakim okraszone zostało Ż.N.Z funkcję instrumentu prowadzącego otrzymał bas. Jest wszędzie, jest wyraźny, jest motorem napędowym furii, jaką wylewa reszta instrumentarium. Dzięki temu zespół może sobie pozwolić na swobodne miotanie się tam, gdzie akurat ma ochotę. Zagląda więc czasami w rejony Kobong, ale punktuje równoznacznymi prostszymi fragmentami, pełnymi groove. Okazyjnie zostawia troszkę powietrza, wycofuje się na metr, by mieć rozpęd do kolejnego ataku, kiedy wkracza na podwórko Dillinger Escape Plan. To szaleństwo jest jednak bardzo skoordynowane i wymagające dużej uwagi od słuchacza. Pobieżna lektura będzie dawać mylne poczucie, że Krzta rzuca się na oślep.
Ten stopień złożoności, naturalność brzmienia i szczerość przekazu wpłynął na to, że Krzta nie oddała słuchaczom po prostu hałasu. Wydaje mi się, że Olsztynianie obrali podobną ścieżkę, co niegdyś Antigama, może nieco inną stylistycznie, ale wciąż skupiającą się bardziej na poszukiwaniu artystycznej ekspresji, przetłumaczeniu frustracji na fale dźwiękowe przy pomocy instrumentów. Słychać jednocześnie świadome lub nie dążenie do perfekcjonizmu – jeśli wydaje się wam, że Ż.N.Z to płyta pełna punkowej niedbałości, to wiedzcie, że to właśnie efekt przemyślanych i dopracowanych detali, od brzmienia poszczególnych instrumentów, do formy utworów.
Nie podejmuję się nawet rozłożenia albumu na poszczególne utwory – to nie ma sensu. ŻÓŁĆ.NISZCZENIE.ZGLISZCZE powinna być przyjmowana w całości, ale nie dlatego, że będzie to seans nieprzyjemny. Niech to będzie szokująca piguła jak doniesienia z Buczy. Niech otwiera oczy, niech powoduje odruch wymiotny. Ale niech będzie katalizatorem waszych emocji w 2022.
10/10
Krzta na Facebooku
Sprawdź też: Absent in Body, Zachwyt, Owls Woods Graves, Les Chants Du Hasard
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025






