Muzyka na EP-ce kryjącej się pod enigmatyczną nazwą Zachwyt przypomina pejzaż z jej okładki. Rozmyta, raczej smutna, w chłodnych barwach, z pozoru niedbała i surowa, ale z przestrzenią, która otwiera się w tle. I ta przestrzeń może skraść oddech, jeśli damy się jej pochłonąć. Kwestia tego, co kryje się za horyzontem, pozostaje otwarta – może to zapowiedź pustki, a może nowych doznań? Nie każdy będzie chciał się dowiedzieć, ktoś machnie ręką, inny wzruszy ramionami. Przyjęta tutaj konwencja – zarówno na poziomie kompozycji, produkcji, miksu, jak i braku czytelności wokalu – może niektórych nawet drażnić. Ale takie było założenie. Mnie się ono podoba.
Lubicie senne, dream popowe, snujące się melodie? Programowo brudną produkcję? Nieczytelność z pogranicza jawy i majaków? Delikatność idącą w parze z gitarowym dysonansem? Jeśli tak, to shoegaze’owa propozycja Zachwytu może przynieść intrygujące doznania. Już czający się na wstępie kawałek Nic osobistego przyjemnie przeniesie Was do krain rozmywających się gdzieś poza namacalnym światem. A potem jest nawet i lepiej. Moim faworytem pozostanie Petrichor – prosty melodyjny szlagwort tej piosenki, podany w sennej zawiesinie, przynosi mi przy każdym przesłuchaniu ukojenie i lekki odlot.
Za nazwą Zachwyt kryje się tak naprawdę jedna osoba – nastoletni jeszcze Miłosz Boiński. Bardzo możliwe, że debiutancka EP-ka stworzona została w jego własnym pokoju i zestrojona z codziennymi przemyśleniami, tęsknotami, czasem lękami, o czym świadczyć mogą proste, momentami jeszcze niezgrabne, ale pozbawione kalkulacji teksty. Dobra, nie usłyszycie z tych słów za wiele i może nie zrozumiecie, bo takie założenia producenckie: wokal skryć i pozostawić w tle. Ale w tej konwencji to nie przeszkadza, a przynajmniej nie musi.
Czuć za to, że Miłosz to wrażliwy chłopak o sporej wyobraźni muzycznej, już świadomy tego, co chce osiągnąć, a jeszcze pełen naiwnego, czystego, młodzieńczego podejścia, w którym jest szczerość. Albo wnikamy w jego specyficzny świat, albo nie ma szans na nić porozumienia. Zachwyt może nie dać wszystkim słuchaczom tego, co zapowiada w tytule. I bardzo dobrze. Bo jest kierowany do ludzi nastrojonych na podobne fale. I ci słuchacze wybaczą szereg niedociągnięć, jeśli w ogóle chcielibyśmy się ich doszukiwać. Ja właściwie nie mam potrzeby.
Młody artysta świadomie obrał drogę niszową, trochę wbrew pop modom. Z drugiej strony wyczuwam tu spory komercyjny potencjał. Bo te piosenki, zwłaszcza dość skoczna Czekam aż spadnie deszcz w innej aranżacji i przy innym podejściu do produkcji, mogłaby być popularną piosenką radiową. Balladowemu, wzbogaconemu o kobiecy wokal Może to dobrze wcale nie tak daleko do pop/folkowych propozycji, które znajdują rzesze miłośników – poza shoegaze’owym odlotem na koniec.
EP-ka Zachwytu ma w sobie jakiś czarodziejski urok przyciągania ludzi o podobnej, marzycielskiej, melancholijnej wrażliwości. We mnie, starym trepie, jeszcze tkwi coś z tego chłopięcego werteryzmu, i nawet jeśli zgnuśniałem przez dziesięciolecia, to potrafię wciąż docenić takie podejście do tematu. Podejście trochę jeszcze nieopierzone, ale wciągające. Czekam na więcej, może te przestworza dźwięków otworzą się szerzej i zachwyt będzie pełniejszy? To w końcu jedynie kilkanaście minut muzycznej podróży, ledwo refleks, mgnienie. Całkiem przyjemne i intrygujące.
ocena: 7,5/10
Zachwyt na Bandcamp
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2022, dream pop, ep, independent music, Miłosz Boiński, Music, muzyka alternatywna, post-rock, recenzja, reiew, rock music, shoegaze, zachwyt.






