Nie dajcie się zwieść sesjom zdjęciowym zespołu, oprawie graficznej Loka Mær, ani szamańsko/rytualno/etnicznemu intro, które mogłyby wskazywać na nowomodny, skandynawski black/folk/viking metal. Szwedzcy podopieczni Immortal Frost Productions, mimo tych pozornych sugestii, łupią na swojej czwartej płycie bardzo klasyczny, by nie powiedzieć budzący retro nostalgię black metal z północnego lasu drugiej połowy lat 90.
Piszę o tej nostalgii nieprzypadkowo, bo dźwięki zawarte na Loka Mær celnie uderzają w tę czułą nutę, dzięki której człowiek momentalnie czuje się jak w domu. Znajome tremolowe melodie, perkusja łomocząca poczciwie gdzieś w tle, w końcu orbitujący na granicy czytelności growl Vindsvala – wszystko to składa się na porcję znanego i lubianego (przynajmniej przeze mnie) black metalowego rzemiosła.
Mimo bardzo klasycznego zakorzenienia, Mara nie brzmi jak zwyczajna kalka, czy wyblakła klisza twórczości dawnych wojowników drugiej fali black metalu. Wręcz przeciwnie, każdy z 5 zaserwowanych przez Szwedów na Loka Mær numerów ma do zaoferowania sporą dozę ciekawej i zapadającej w pamięć treści (w roli faworytów wskazałbym przy tym zdradzający burzumowy vibe Wolf i sypiący mroźnym szronem w oczy Hel). Problemową dla zakwalifikowania albumu jako pełnej płyty, pozostaje jedynie długość jego trwania. Przy 25 minutach materiału, trudno traktować go na równi z nierzadko dwukrotnie dłuższymi, standardowymi long playami.
Jeśli jednak nie zraża was obcowanie z krótką formą, znajdziecie na tej płycie naprawdę sporo jakości. Warto nadrobić.
Ocena: 7/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: black metal, Immortal Frost Productions, Loka Mær, Mara, recenzja, review, Szwecja.







