Zarzuciłem ostatnio pewnemu zespołowi przesadną przewidywalność i nudę. Nie musiało upłynąć wiele czasu, bym otrzymał odpowiednią za to „karę” w postaci nowych pozycji z wytwórni Aesthetic Death. Wiele można pisać o wyborach wydawniczych Stu Gregga, ale na pewno nie można mu zarzucić typowości lub oczywistości. Jako pierwszą pozycję do zniszczenia swojej i tak nadszarpniętej wytrzymałości psychicznej wybrałem nowe dzieło australijskiego projektu Mekigah. Album miał premierę 15 sierpnia i nosi depresyjno-romantyczny tytuł To Hold Onto a Heartless Heart.
Mianownikiem łączącym nowy album Mekigah z poprzednim (Autexousious z 2017) jest mrok. Mrok podany tym razem w trochę inny sposób, bardziej paranoidalny i schizofreniczny. Głównodowodzący projektem Vis Ortis postanowił przesunąć granice nieco dalej i swój doom metal pociągnął w kierunku chorych, horrorowych wizji, gdzie ambientowe loty są niemal dominującym elementem ponad klasycznym instrumentarium i „piosenką”. W sieci znalazłem opis, iż krążek jest podobno bardziej bezpośredni od poprzednika, ale szczerze mówiąc mam mieszane uczucia pod tym względem. Może muzyk położył nieco mniej warstw, pozwolił czasami, by rytm rządził kompozycjami, ale jako całość, według mnie, To Hold Onto a Heartless Heart jest kolejnym krokiem w stronę muzyki trudnej. Wszelakie przejawy normalności są momentalnie przytłaczane dysonansami, noisowymi, chaotycznymi warstwami, które potrafią spowodować pękanie szkliwa na zębach. Jest to sztuka dla dusz niespokojnych, szukających piękna w pozornej brzydocie, gdzie trzeba się namęczyć, by znaleźć sens w przekazie muzyki.
Jest to też muzyka, która nie uwiedzie przy pierwszym odsłuchu. Wiedziałem, czego mniej więcej mogę się spodziewać po Mekigah, a i tak wrzucenie płyty do odtwarzacza spowodowało jakiś niepokój i rozdrażnienie. Dopiero kolejny odsłuch, przeprowadzony w momencie, gdy miałem ochotę na takie oranie psychiki, pozwoliło na właściwy kontakt z muzyką. By zrozumieć album, należy otworzyć umysł i nie dać się „sprowokować” umieszczonym w kompozycjach niepokojem i brutalną depresją. Wtedy wszelkie dysonanse i hałasy przestają przeszkadzać, stając się całością z nieco bardziej przyswajalną resztą.
Sześciu kompozycji składających się na To Hold Onto a Heartless Heart nie polecam ludziom szukającym łatwej rozrywki, ba – wręcz posunę się do zabronienia im prób sprawdzania jej zawartości. W moim uznaniu jest to album dla zatwardziałych fanów depresyjnego, masochistycznego krzywdzenia się dźwiękami, którzy docenią pełne jego spektrum. Odnalezienie piękna w brzydocie jest trudne, nie zawsze się to udaje, ale ja przeszedłem przez album i mogę jednoznacznie nazwać go ciekawym, ambitnym i bezkompromisowym. Możliwe także, że w jesiennym mroku album stać się może albumem dla psychiki niebezpiecznym, więc zażywacie go na własne ryzyko.
Ocena: 7/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2024, Aesthetic Death, Depressive Metal, doom metal, doom/noise metal, Mekigah, Mekigah - To Hold Onto a Heartless Heart, recenzja, review.






