Memoriam – „To the End” (2021)

To the End to już czwarty pełny materiał Memoriam. Zespół założony przez byłych muzyków Bolt Thrower i Benediction prze do przodu niczym armie opisywane w tekstach Karla Willetsa. Poprzedni krążek, noszący tytuł Requiem for Mankind, rozłożył mnie na łopatki i szczerze mówiąc bałem się jego następcy, ale w momencie nóweczki nie wahałem się ani sekundy i przystąpiłem do katowania się nim. To the End ma premierę dziś z logiem Reaper Entertainment.

Czwarty album brytyjskich death metalowców jest rozpoczęciem kolejnego, trzyczęściowego konceptu lirycznego. Wraz z nim delikatnym zmianom uległa także twórczość Memoriam. To, co najbardziej interesuje fanów – muzycy nadal nie wstydzą się swoich korzeni i elementy wpływów Bolt Thrower ciągle są wyraźne. To the End w dużym stopniu jest maksymalnie ciężarnym, masywnym i majestatycznym albumem. Często mamy okazję usłyszeć melodie rodem z The IVth Crusade, które mają podniosły i patetyczny charakter, i jako wielki fan dyskografii Bolt Thrower cieszę się z tego bardzo. Co natomiast się zmieniło, to sama dynamika kompozycji, zespół postawił na bardziej żywotny materiał. Utwory są nieco szybsze, naładowane energią, a wokale Karla bardziej urozmaicone. Momentami te energetyczne zrywy mogą wywołać małe skojarzenia z hardcore’em, który zresztą w pewnym momencie nawet wzorował się na muzyce BT, że przywołam tu nazwę choćby Heaven Shall Burn.

Pierwszy kontakt z singlami płyty Onwards Into Battle i Failure To Comply są idealnym odbiciem rozwoju zespołu. Pierwszy, silnie nasycony starym stylem, natomiast drugi szybszy, z emocjonalnymi wokalami, pokazują, że zespół nie zardzewiał, ale mamy otworzyć nieco umysły na nowości. Miałem mieszane uczucia odnośnie tej nowej twarzy, spodziewałem się raczej klasycznego albumu i na początku nieco się zawiodłem. Jednakże po wysłuchaniu płyty kilka razy przyswoiłem ją i mogę stwierdzić, że to zagranie było dobrym rozwiązaniem. Styl zespołu został zdefiniowany na nowo, muzycy zrobili krok naprzód, dając sobie nowe wyzwania i uniknęli zmęczenia materiałem.

Najciekawszym i najodważniejszym utworem moim zdaniem jest przedostatni Mass Psychosis. Kompozycja od początku utrzymuje iście industrialne bicie, może się kojarzyć z Meathook Seed, Godflesh czy nawet lekko z Ministry. Wokale Karla wyjątkowo mocno odbiegają tu od typowych growlów waląc chrypą i maksymalnym zdarciem. To mocny punkt płyty, choć nie da się ukryć, że nie ma niej żadnych słabych. Od otwieracza w postaci Onwards Into Battle po zamykający As My Heart Growns Cold mamy do czynienia z metalem najwyższej próby, bazującym na emocjach, nie bojącym się rozwijać.

Warto zwrócić także uwagę na dwa wolniejsze od reszty utwory, które bardzo dobrze podbijają cały klimat krążka. Wśród agresywniejszych kompozycji te dwie nadają płycie odpowiedniego urozmaicenia i głębi – mieszczący się w połowie Each Step (One Closer to the Grave) przeładowany jest smutkiem i dobrze wprowadza do tytułowego walca, a zamykający As My Heart Grows Cold w piękny sposób wykonuje swoją rolę. Przeładowany melodiami znowu pozwala Karlowi na bardziej emocjonalne wyrażenie się poprzez urozmaicone krzyki i… zabijcie mnie, ale kojarzy mi się to z tym co robił Johan Edlund na słynnym Wildhoney zespołu Tiamat. Jednakowoż kręgosłupem To the End są nadal niszczyciele i ciężarowcy, tacy jak This War is On, No Effect czy Onwards Into Battle. Mocy na płycie nie brakuje! Bardzo ciekawi mnie jak album zostanie odebrany przez publikę, mnie kupił, ale historia nie raz pokazała, że gusta są różne.

Ocena: 9/10

Memoriam na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .