Site icon KVLT

Misotheist – „For the Glory of Your Redeemer” (2021)

Drugi album Misotheist ukazał się po dwóch latach od czasu debiutanckiej płyty projektu z Trondheim. Wydana w 2018 roku poprzedniczka, zatytułowana po prostu „Misotheist” okazała się interesującą propozycją, choć zainteresowanie materiałem można określić jako umiarkowane. W mojej ocenie pominięcie pierwszego krążka formacji należałoby traktować jako niepotrzebną rozrzutność. Jest to bowiem świetna dawka grania, które roboczo można określić jako „post-black metal”, skondensowana na przestrzeni 33 minut w zaledwie trzech utworach. Wypuszczony początkiem lutego „For the Glory of Your Redeemer” miał udzielić odpowiedzi na pytanie, czy zaproponowana przez Misotheist formuła uległa wyczerpaniu, czy wręcz przeciwnie – stała się podwaliną kolejnego udanego krążka.

Drugi longplay norweskiego projektu w swej konstrukcji dość mocno kojarzy się z debiutem. Ponownie znajdują się tu trzy utwory, trwające łącznie około pół godziny, z monumentalnym, szesnastominutowym „Acts of the Flesh” wieńczącym płytę. Brzmieniowo również stanowi twórcze rozwinięcie pomysłów sprzed ponad dwóch lat. Najprościej byłoby scharakteryzować tonację płyty jako pomost między „klasycznym” blackiem, a tym serwowanym przez zespoły z Islandii – chociażby Sinmarę czy Misþyrming, które również wydawały w wytwórni Terratur Possessions. To właśnie zespołom z wyspy gejzerów norweska formacja zawdzięcza charakterystyczne, zimne brzmienie. Z kolei progresywne upodobania oraz słabość do gitarowych dysonansów każą słuchaczowi nieśmiało spoglądać w kierunku dziedzictwa Deathspell Omega.

Choć Misotheist najlepiej czuje się w rytmie galopady, nadal nie są mu obce zmiany tempa, co najpełniej uwydatnia się we wspomnianym już „Acts of the Flesh”, który nie dłuży się, mimo iż czas jego trwania wypełnia ponad połowę płyty. Jest to utwór zagrany z niezwykłym rozmachem, składający się niejako z dwóch przeplatających się części: chmury intensywnego, gitarowego gradu, oraz bardziej melodyjnej i atmosferycznej, wyraźnie nasyconej klimatem patosu i wzniosłości. Dwie wcześniejsze kompozycje również traktować należy jako udane, choć bledną wobec tej specyficznej blackowej symfonii. Jakkolwiek nie są one tak wielowymiarowe, tak stanowią cenną część składową płyty i z pewnością znajdą swoich amatorów wśród miłośników ekstremy.

„For the Glory of Your Redeemer” w końcowym rozrachunku należy zatem potraktować jako udany sequel debiutanckiego wydawnictwa i zarazem jedną z ciekawszych pozycji w metalowym światku, które ukazały się początkiem roku. Słuchacze, którzy poza soczystym tremolo cenią sobie także grę gitarowych dysonansów oraz kreowanie klimatu powinni wysoko ocenić tę pozycję.

Ocena: 7.5/10

Exit mobile version