Moonspell – Hermitage (in English)
Wilki, które były ludźmi, wymierający gatunek czy współcześni pustelnicy to zaledwie kilka intrygujących określeń związanych ze składem i twórczością Moonspell. Te porównania wiążą się też zresztą z historią zespołu – nie sposób w końcu odmówić doświadczenia grupie, która na scenie zaistniała niemal 30 lat temu. Hermitage to trzynaste pełne wydawnictwo Portugalczyków, znów różnorodne, ale zarazem spójne. Choć w jednym z nowych utworów portugalskiej watahy usłyszmy stwierdzenie, że nie ma nic nowego pod słońcem, Hermitage zdaje się najlepszym przykładem na to, że nie do końca można się z tym zgodzić w kontekście zespołu. Ich najnowsze wydawnictwo jest wyważone, nieprzewidywalne, wszystko ma tutaj swoje miejsce.
Nie jest to jednak takie oczywiste. Rozmieszczenie kawałków na płycie może z początku sprawiać wrażenie nierównego. Podczas pierwszego odsłuchu dla niektórych odbiorców będzie to rażące, jednak za każdym kolejnym razem znacznie łatwiej odnieść wrażenie, że wszystko jest tak jak powinno. Mało oczywista kolejność utworów okazuje się atutem wydawnictwa i tylko podsyca ciekawość – stopniowo budowane napięcie singlowego The Greater Good idealnie wprowadza w atmosferę krążka, przechodząc w chwytliwe Common Prayers, by po chwili ustąpić miejsca przepełnionemu melancholią, „balladowemu” All or Nothing. Wspominając singlowe utwory, nie sposób przemilczeć faktu, że są perfekcyjnie dobranym „albumem w miniaturze” i ukazują różne oblicza wydawnictwa. Single to swoiste drogowskazy po ścieżkach albumu – nie brakuje w nich różnych stylów wokalnych, basowego groove’u ani wyrazistych gitar.
Hermitage to dźwiękowa podróż do tytułowej pustelni – od monumentalnych, pełnych dramatyzmu kompozycji, przez bardziej „bujające”, niepozbawione energicznego rytmu ścieżki albumu, aż po podszyte nostalgią, majestatyczne hymny. Te pierwsze zostają bezbłędnie podkreślone marszowym tempem perkusji, którą po raz pierwszy na albumie Moonspell przejął Hugo Ribeiro, z kolei chwytliwe, niemal darkwave’owe partie albumu przywodzące na myśl wczesne dokonania grupy rodem z albumu Sin/Pecado, to w dużej mierze zasługa Pedro Paixão, który obok gitarzysty Ricardo Amorima jest głównym kompozytorem portugalskiej grupy.
Choć All or Nothing chwyciło mnie za serce bluesującymi riffami oraz czystym wokalem, zdaję sobie sprawę z tego, że kompletnie nie trafi w gust wielu fanów Moonspell, podobnie może być też z fantastycznie zaakcentowanym syntezatorami Apophthegmata. Drugi z tych kawałków urzekł mnie hipnotyzującym klimatem i bezbłędnym wprowadzeniem w atmosferę budowaną na finałowym Without Rule.
Album oczywiście wyróżnia znakomita produkcja i warsztat muzyków. Jaime Gomez Arellano, mający za sobą współpracę z zespołami Sólstafir, Paradise Lost czy Ghost, i tym razem doskonale się spisał oraz zadbał o odpowiednie, podniosłe brzmienie najnowszego dzieła Moonspell.
Przekaz treści albumu jest dość przewrotny – odosobnienie i przebywanie w pustelni może być gorsze niż śmierć. I choć Hermitage, często określane jako swoista kontynuacja Extinct, znacznie różni się od poprzedniczki, niesie w sobie równie duży ładunek emocjonalny.
Obok mniej tzw. koncertowych kawałków znajdą się przecież chwytliwe Common Prayers (te basy!), tytułowy utwór z idealnym do wykrzykiwania refrenem i zasługujące na miano hymnu krążka The Hermit Saints.
Choć z pewnością pojawią się głosy krytyki i niektórzy będą kręcić nosem, ja uważam, że to dobrze, że Moonspell nie usiłowali nagrać kolejnego Full Moon Madness, o kopiowaniu samych siebie i ponownym nagrywaniu klasyku rangi Alma Mater już nie wspominając.
Nie brakuje zespołów, które swoją specyficzną stylistykę najwcześniejszych dokonań skierowały na całkowicie inne tory często znacznie przystępniejszej muzyki – czy to za sprawą całkowitej zmiany stylu, czy stopniowej, następującej przez lata swoistej ewolucji, ale wciąż niepozbawionej intrygującego, indywidualnego pierwiastka – od Tiamat i Samaela aż po Ulver, przykłady można by mnożyć. W obecnie przyjętym stylu muzycznym Moonspell z pewnością nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Zmiany nie są czymś, czego należy się bać, są konieczne, żeby uniknąć wyginięcia.
Ocena: 10/10
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






