Deus Mortem na polskiej scenie black metalu jest od lat synonimem jakości. Dyskografia pozbawiona słabych elementów, nieustanny rozwój, pozostający jednocześnie w wierności i zgodzie z tradycjami gatunku. Zeszłoroczna EP-ka The Fiery Blood, stanowiąca pełnoprawną jakościowo kontynuację niezwykle udanego Kosmocide stała się pretekstem do rozmowy z liderem grupy – Necrosodomem. M.in. o procesie komponowania, artystycznej manifestacji woli, pozostawaniu w podziemiu, polskiej scenie metalowej, koncertowaniu w dobie epidemii oraz losach innych jego zespołów, z muzykiem rozmawiał red. Synu.
Witaj Necrosodom! Pozwolę sobie pominąć wstęp gratulacyjno-pochwalny, dotyczący ostatniego materiału Deus Mortem, bo wierzę, że okazji do jego wysłuchania miałeś i wciąż masz pod dostatkiem. W to miejsce przejdę do pytania o Twój stosunek do odbioru muzyki i twórczości pod którą się podpisujesz. Śledzisz jej losy po oddaniu w ręce fanów, czy to, jak zostanie oceniona, pozostaje na dalszym planie Twoich zainteresowań?
N: Witam! Podobno na wywiady bez wstępnej wazeliny ciężko się odpowiada, no ale spróbujmy. The Fiery Blood nie odbiega zbytnio stylistyką od Kosmocide, więc raczej wiedzieliśmy czego się spodziewać. Doceniamy opinie ludzi, dla których nasza twórczość jest godna uwagi, aczkolwiek nie specjalnie mamy czas śledzić te wszystkie reakcje, zwłaszcza że nasza uwaga skupia się aktualnie na wykreowaniu nowego wymiaru dla muzyki Deus Mortem, a The Fiery Blood traktujemy już jako zamknięty rozdział.
Wraz z The Fiery Blood kontynuujecie tradycję wydawania EP-ki po dużej płycie, tym razem jednak jej premiera nastąpiła wyjątkowo szybko, bo nieco ponad rok po Kosmocide. Bardzo wyraźnie słychać zresztą, że oba wydawnictwa są spójne i stylistycznie się uzupełniają. Czy prace nad nimi trwały równolegle? Jeśli tak, to jakim kluczem kierowałeś się przy ich rozgraniczeniu? Czy powstało w tym czasie więcej materiału, który miał szansę trafić na LP lub EP, ale ostatecznie z niego zrezygnowaliście?
N: Komponowanie i nagrania muzyki na oba materiały przypadają na ten sam okres. Jedynie pisanie liryków i nagrania wokali na The Fiery Blood miały miejsce później, już po wydaniu Kosmocide, a zatem podobieństwa nie powinny być zaskoczeniem. To nadal ten sam zespół. Najważniejsze jednak, iż nie ma tu utworów na jedno kopyto, podobnych jeden do drugiego. Zawsze staramy się wypracować unikalny charakter każdej kompozycji. Priorytetem było dla nas wybranie numerów na Kosmocide pod kątem ukształtowania całej atmosfery albumu, ale jednym okiem spoglądaliśmy też na to, co wjedzie na The Fiery Blood. Chcieliśmy, żeby oba materiały były muzyczną podróżą, układającą się w sensowne całości. Gdyby po selekcji okazało się, że pozostałe utwory nie dadzą takiego rezultatu, pewnie nie powstało by The Fiery Blood, tylko np. dwa splity. Wszystko co wówczas nagraliśmy zostało wydane.
Skład Deus Mortem od czasu Darknessence i Emanations of the Black Light uległ poszerzeniu i zmianom, nieustannie jednak to Ty pozostajesz w nim liderem i głównym kompozytorem. Jaki udział w powstawaniu Kosmocide i The Fiery Blood mieli pozostali muzycy zespołu? Całość materiału przygotowałeś samodzielnie, czy został on w części wypracowany kolektywnie?
N: Dotychczas wyglądało to tak, że przynosiłem gotowe zarysy numerów na próby i tam je głównie ze Stormblastem obrabialiśmy, ale ingerencja zespołu w struktury utworów była mocno ograniczona z uwagi na moje hermetyczne podejście do komponowania oraz przekonanie, że sam wszystko zrobię najlepiej. Trochę się z tego wyleczyłem i mimo, iż nadal mam parcie na własne pomysły, to mam świadomość, że grając w jednym składzie od kilku lat, warto wypróbować bardziej zespołowe metody pracy. Zobaczymy jak to wyjdzie.
Muzykę Deus Mortem od zawsze charakteryzowało mocne osadzenie w black metalowym kanonie, przy jednoczesnym podkreśleniu jej witalności, klimatu, melodyki i specyficznej chwytliwości. W jakich proporcjach jest to wynik spontanicznego procesu twórczego, a w jakich cierpliwego komponowania i planowania, dbania o niuanse i szlifowanie detali?
N: Brak tu jakichkolwiek reguł, więc nie mówmy o proporcjach. Proces tworzenia w moim przypadku jest mocno nieuporządkowany. Można powiedzieć, że ogólny kierunek i atmosferę łapię intuicyjnie, ale praca nad szczegółami wymaga już analitycznego podejścia i cierpliwości. Potrafię spontanicznie zrobić numer w jeden wieczór, innym razem porzucam idee na długie tygodnie i mijają miesiące zanim poskładam fragmenty utworów w harmonijną całość. Diabeł tkwi w szczegółach i warto poświęcić im należytą uwagę, bo kilka nieprzemyślanych ruchów może położyć utwór, dlatego wolę dać sobie czas na to, by z dystansem móc ocenić własną pracę, zamiast na szybko domykać numery kolanem.
Nie da się ukryć, że w Waszym przypadku ta dbałość bardzo procentuje. Wracając do EP-ki – The Fiery Blood to album wyraźnie koncepcyjny – chciałbym, byś w kilku słowach przybliżył zamysł stojący za tym wydawnictwem.
N: Tytułowa ognista krew odnosi się do linii krwi Samaela i Kaina, która dla nas – jednostek o wilczej naturze – jest symbolem nieskrępowanej wolnej woli i sprzeciwu wobec boskich praw. To iskra boskości, która rozpala w nas pragnienie wykradania ognia niebiosom i otwierania bram chaosu w królestwie materii. To ognista krew Samaela płynąca z Edenu do Nod – krainy pustki.
Wspomniany Nod jest też tytułem kompozycji, która na tle EP-ki zdecydowanie się odznacza. Jej tekst stanowi bardzo emocjonalny i osobisty manifest. I choć zdarzało Ci się już śpiewać w ojczystym języku (m.in. na Apocalyptic Doom Thunderbolt, czy Lunaris Arkony) jest to jednocześnie pierwszy utwór Deus Mortem, napisany i wykonany w całości po polsku. Skąd ta decyzja? Czy podyktowana była chęcią podkreślenia jego szczególnego charakteru, czy stały za nią inne pobudki?
N: To nie było zaplanowane. Zwykle rozpoczynam pisanie liryków od razu po angielsku, ale czasem lubię zmieniać reguły gry. Pomyślałem też, że w przypadku tak osobistych liryków język polski ma większą moc. O wiele łatwiej i barwniej operuje się słowami, co daje większą swobodę wyrażania myśli, ale czasem konieczne jest pójście na kompromis. Musiałem ten tekst mocno okroić, żeby zmieścić się w czasie.
Jesteście dziś jako zespół (całkiem zresztą słusznie) uważani za jednego z najważniejszych graczy polskiej sceny black metalu. Zgodnie ze znaną prawidłowością, do wzrostu popularności w pewnym momencie muszą jednak dołączyć zarzuty o „zdradę podziemia”, „schlebianiu gustom słuchaczy” i „naginaniu się wymaganiom rynku”. Jak spoglądasz na tę kwestię z perspektywy twórcy? Gdzie przebiega granica między tymi światami i czy w momencie podjęcia walki o poszerzenie liczby odbiorców zawsze trzeba zmierzyć się z kompromisami?
N: Jeśli wydawanie dobrych materiałów i uzasadniony wzrost popularności miałyby rodzić takie zarzuty, to nie wiem, czy chciałbym mieć taką publiczność (śmiech). Temat stary jak świat, który dotyczy raczej zespołów, dla których granie jest głównym źródłem utrzymania. Tam bardzo często oczekiwania rynku kształtują podejście do twórczości, a granica przebiega w ich portfelu. Nam to nie grozi, bo patrząc na to w jakim kierunku stacza się dziś metal, hype na Deus Mortem byłby raczej niespodzianką, tym bardziej, że nasza postawa, a zwłaszcza moje wypowiedzi mogą urazić hordy zniewieściałych, szukających bezpiecznej przystani metalowczyków. Śpij zatem spokojnie, obiecujemy okrywać się wyłącznie złą sławą i nie będzie kompromisów!
Deklaracja odnotowana! Skoro przywołaliśmy już temat krajowego nurtu, także undergroundowego – polska scena bm często uważana jest za jedną z tych mocniejszych. Zgadzasz się z tą tezą? Czy sam, jako słuchacz, byłbyś skłonny przywołać zespoły, które Twoim zdaniem decydują o jej wyjątkowej jakości, czy może wręcz odwrotnie– nie masz o niej aż tak dobrego mniemania?
N: Patrząc na scenę wczoraj i dziś w pełni się zgadzam. W tym gatunku wydaliśmy na świat wiele unikatowych zespołów. Można choćby wspomnieć o: Kat, Imperator, Christ Agony, stary Graveland, stary Behemoth, Mastiphal, Infernum, Lord of Evil, Mysteries, Szron, Infernal War, Thunderbolt, Kriegsmaschine, Plaga, Mgła, Furia, Non Opus Dei, Cultes Des Ghoules, Bestial Raids, Death Like Mass i wiele innych.
Przejdźmy do tematu koncertowania – zdążyliście w zeszłym roku zaliczyć kilka występów live, podczas których konfrontowaliście Kosmocide przed publicznością. Jakie wrażenia towarzyszyły tym występom od strony sceny i mikrofonu? Podejrzewam, że po takiej rozgrzewce, ciężko przychodzi odwieszenie instrumentów na kołek i czekanie na bardziej sprzyjające warunki?
N: Koncerty to zawsze zajebista energia, choć będąc świadomym własnych niedoskonałości nigdy nie jestem do końca zadowolony. Brak koncertów nie oznacza dla nas bezruchu, bo miewamy próby i pracujemy nad nowym materiałem. Zeszły rok był dla mnie okresem największego rozwoju umiejętności od lat.
Wydaje się jednak, że ograniczenia epidemiczne, które mocno poturbowały scenę w 2020 pozostaną z nami jeszcze dłuższą chwilę. Jak nadchodzące miesiące wyglądają z Waszej perspektywy? Czy będąc w kontakcie z organizatorami, planujecie choć w zarysie kolejne sztuki, czy raczej spisujecie najbliższy sezon na straty?
N: Legalne koncerty planujemy w drugiej połowie roku. Ale wcześniej na nieoficjalnej scenie możliwe, że odjebiemy kilka rytuałów z dala od wzroku socjalistycznej władzy i donosicieli.
Fanom pozostaje więc baczne nasłuchiwanie wieści. Chciałbym teraz zapytać o Animę Damnatę – obiecywaliście przy okazji Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast, że na następny krążek nie każecie fanom czekać kolejnej dekady – jak idzie proces wywiązywania się z tych deklaracji?
N: Pracujemy nad tym. Nowe numery powoli się wykluwają.
Skoro o AD już mowa, zastanawiam się, jak bardzo odległe jest tworzenie i granie w obu zespołach, w których się aktualnie udzielasz. Odmienna stylistyka, tematyka, oprawa, w jakiejś części i odbiorcy – czy wszystko to sprawia, że musisz czynić określone starania, by przejść między trybami DM i AD, czy przeciwnie – bez trudu odnajdujesz się w obu tych sferach jednocześnie?
N: To dwa odrębne światy, które przez lata wypracowały specyficzne metody działania w każdym aspekcie. Nie muszę się specjalnie dostrajać do każdego z osobna, ponieważ oba zespoły – niczym własne dzieci – są częścią mnie. Czasem jeden potrzebuje większej uwagi kosztem drugiego i na odwrót. Najważniejsze jednak, by nie zaniedbywać tego, co się kocha.
Nieświęte słowa. Ostatnie pytanie – choć Twoje odejście z Azarath to już nieco zaszła historia, premiera The Fiery Blood zbiegła się niemal dokładnie z wydaniem ostatniej płyty Barta i Inferno. Użyję tego jako pretekstu, by zapytać, czy pokusisz się o ocenę poziomu Saint Desecration? Czy jednak tę kwestię dyplomatycznie pominiesz?
N: Azarath skończył się na Kill ‘em All! (śmiech). A poważnie, to Azarath ma pewien poziom, poniżej którego nie schodzi, natomiast gdybym nadal był w zespole, z pewnością chciałbym pójść w nieco innym kierunku. Póki co najbardziej cenię sobie Demon Seed i Infernal Blasting i chyba już tak zostanie.
Dzięki za poświęcony czas i (mam nadzieję) do zobaczenia wkrótce na koncertach!
N: Dzięki za wywiad! Chwała Ciemności!!!
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026







