Niczym szwajcarski zegarek, utrzymując swój dotychczasowy dwuletni cykl wydawniczy, znowu dają o sobie dać dżentelmeni tworzący Moonstone, których trzeci pełniak ujrzał światło dzienne w pierwszej połowie listopada za sprawą Interstellar Smoke Records. Nie wiem, co cieszy mnie bardziej – obserwowanie jak zespół się rozwija, a ich kariera nabiera tempa, czy po prostu delektowanie się kolejnymi udanymi krążkami. Bo Era Mykologii zdecydowanie do nich należy.
Świetne decyzje zostały podjęte już na etapie wyboru utworów zapowiadających Age of Mycology – są to najlepsze wałki na płycie i jeśli nie przypadły wam do gustu, to zbytnio nie macie tutaj czego szukać. Crooked One to w kategoriach groove’u i bujania następca fenomenalnego Mushroom King z debiutu, melancholijny This Barren Place bezbłędnie prezentuje delikatniejszą stronę zespołu i pozwala odlecieć, zaś w taneczno-kwaskowatym Disco Inferno (tytuł w punkt!) upatrywałbym roli ostatecznego pląsowyzwalacza na koncertach Moonstone. W pakiecie dostajemy jeszcze wprowadzający w krążek, chwytliwy A New Dawn, całkowitą nowość w katalogu zespołu w postaci wściekłego i nasyconego punkową wręcz energią Primordial, niepokojący Glorious Decay oraz progresywny utwór tytułowy, zamykający całość.
Dwie kompozycje wymienione przeze mnie jako ostatnie to najsłabsze punkty Age of Mycology – co absolutnie nie znaczy, że są kiepskie. Glorious Decay ma momenty, jednak w porównaniu do reszty zawartych na trzecim albumie zespołu kompozycji po prostu wypada trochę blado, numer tytułowy zaś jest po prostu dobry i nie miałbym z nim żadnego problemu, gdyby nie to, że panowie mają na koncie boską EPkę 1904, na której osiągnęli absolutne mistrzostwo w takim graniu. Jest też kwestia wokalu Jana Maniewskiego, który tradycyjnie nie do końca i nie od razu mnie przekonał, choć po licznych odsłuchach i otrzaskaniu się z tym materiałem muszę przyznać, że z płyty na płytę wypada on coraz lepiej. To by było na tyle w kwestii recenzenckich pojękiwań – sami widzicie, że poważnych zarzutów ponownie brak. Zespołowi udało się po raz kolejny spłodzić bardzo dobrą płytę, nie stojąc przy tym w miejscu – za pierwszym razem było bardziej klasycznie, za drugim (Growth) przestrzenniej i emocjonalniej, tym razem zauważyłem mocniejsze nasycenie muzyki psychodelą z jednoczesnym wyraźnym kontynuowaniem motywów z poprzednich wydawnictw. Ewolucja przebiegła pomyślnie, a Age of Mycology w swoich najlepszych momentach stoi na najwyższej gatunkowej półce.
Nie będę w tym miejscu rzucał wyświechtanych frazesów o pukaniu do drzwi krajowej topki, czy wyrastaniu na poważnego gracza na doomowej scenie. Byłaby to nieprawda – Moonstone swoją pozycję mocno zaznaczyli już dawno, swoim trzecim albumem „jedynie” ją cementują. Z każdym kolejnym wydawnictwem oczekiwania rosną i mam nadzieję, że zespół będzie kontynuował swoją świetną passę jak najdłużej. Póki co nie wygląda na to, aby miało dojść do jakiegoś potknięcia, a ich Era Mykologii z miejsca wskakuje do mojego rocznego podsumowania.
Ocena: 8.5/10
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2025, Age of Mycology, doom metal, Interstellar Smoke Records, Moonstone, recenzja, review, stoner metal.






