W trakcie mojej dotychczasowej, prawie pięcioletniej Kvltowej kariery, poznałem już całkiem sporo kapel. Część z nich to doświadczone składy, na które zwróciłem uwagę dopiero dzięki rekomendacjom redakcyjnych kolegów, większość to zespoły dość młode, których krążki przyszło mi recenzować. Jak to w życiu recenzenta bywa, sporo z nich nie zostawiło trwałego śladu w moim muzycznym życiu, niektóre jednak polubiłem na tyle, aby ich dokonania regularnie wybrzmiewały w moich głośnikach. Jest też całkowicie odrębna kategoria, do której należą naprawdę nieliczni, między innymi krakowski kwartet Moonstone. Ochrzciłbym ją tytułem „uwielbiam i się jaram”.
Mimo świadomości, że nowy materiał chłopaków się tworzy, singiel Bloom oraz następujące po nim szybkie ogłoszenie premiery drugiego LP wraz z kawałkiem Emerald wzięły mnie trochę z zaskoczenia. Oczy zaświeciły mi się jednak od razu, tym bardziej, że promujące krążek numery tylko potwierdzały trafność jego tytułu. Bo mimo trzymania się doomowej estetyki, Moonstone na Growth prezentuje się inaczej niż na debiucie czy EPce 1904, przy czym jest to naturalny rozwój, kolejny etap ewolucji. Na dodatek po raz kolejny mogę ich nagrania praktycznie wyłącznie chwalić – cholera, jak oni to robią?
Na Growth nie uświadczymy kilkunastominutowych kolosów na modłę Magmy i Spores. Metraż kompozycji uległ znacznemu skróceniu, co jest związane z tym, że nowa propozycja zespołu nie jest aż tak psychodeliczna czy progresywna jak poprzedzający ją minialbum – choć oczywiście i takie elementy się tu pojawiają. Przeważają jednak… emocje. Tak, drugi album krakowskiego składu wyraża naprawdę sporo emocji, i to takich, które znajdują się na przeciwległych biegunach. Znajdziemy tu utwory o dość pozytywnej melodii (przykładowo singlowy Bloom), nie zabraknie numerów nieco bardziej niepokojących (świetny Night), czasem będzie po prostu smutno (zapraszający do odbycia podróży z zespołem Harvest, Lust), w innym przypadku melancholijnie (Emerald), a jeszcze gdzie indziej, jak to w życiu – światło dopiero po jakimś czasie rozświetla ciemność (Sun).
A jak Growth prezentuje się z perspektywy tych, którzy w muzyce nie doszukują się przekazu i interesują ich tylko „suche fakty”? Ano również świetnie. Poprawie uległ aspekt, do którego przyczepiłem się przy recenzowaniu debiutanckiego Moonstone, czyli wokal Jana Maniewskiego. Mimo tego, że w takim Sun mi nie podpasował, to jeśli chodzi o całość ścieżek, jest znacznie lepiej niż w przeszłości. Pochwały należą się również za ponownie świetne brzmienie (posłuchajcie tego basu w Night) – to kolejny aspekt, w którym Moonstone jeszcze nie zawiedli. No i wreszcie kilka słów o samych kompozycjach – to świetne i wciągające doomowe kawałki. Najbardziej do gustu przypadły mi Night oraz pierwszy z promujących materiał tracków (Bloom), lecz każda z sześciu nowości trzyma wysoki poziom (choć brakuje oczywistego koncertowego hiciora, jakim na debiucie był Mushroom King).
Nie wydaje mi się jednak, aby podczas nagrywania Growth panowie nastawiali się na koncertowe bangery. Odbieram muzyczną warstwę drugiego albumu Moonstone jako nierozerwalnie połączoną z warstwą emocjonalną, i nawet jeśli moja interpretacja różni się od tego, co zespół próbował i chciał przekazać, to uważam, że tylko biorąc oba te aspekty pod uwagę można w pełni docenić jego nowe dzieło. Oczywiście Growth na płaszczyźnie samego riffowania i fuzzu również działa bardzo dobrze. Polecam jednak przynajmniej spróbować nieco bardziej zagłębić się w te dźwięki – ja odkryłem w nich sporo treści. Może w waszym przypadku będzie podobnie?
Ocena: 9/10
Moonstone na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2023, doom metal, Galactic SmokeHouse, Growth, Interstellar Smoke Records, Moonstone, recenzja, review.






