Ponoć nasz kraj dotyka niż demograficzny, zauważyłem też, że podobnie jest w przypadku młodych, „robiących” metal. Od czasu do czasu pojawia się nowa nazwa, robi trochę szumu w social mediach, ale długo to nie trwa zanim umrze. Ciekawe, czy jest to spowodowane małą atrakcyjnością grania metalu w Polsce? Dzieciaki żywiące się Instagramem, fejmem na nim prezentowanym, może oczekują od grania w kapeli natychmiastowej kasy i kariery. Nie wiem, ja żyję jeszcze w realiach, w których metal to podziemie, granie za zwroty, dokładanie do biznesu i wszędobylska krytyka tych, którzy „wiedzą lepiej”, a sami w życiu nie spróbowali czegokolwiek stworzyć. Taka ta scena była i jest, a hashtagowa pseudo-sława raczej polskiemu metalowi nie grozi, tu trzeba orać instrumenty, siebie i swój portfel, by coś zdziałać, nie czekając na laury i mając za zapłatę głównie swoją satysfakcję z kolejnego stworzonego kawałka. Mam nadzieję, że młodzież tworząca Morrath też już stąpa mocno po glebie i wie, czym granie brutalnej muzy grozi, bo po odsłuchaniu ich debiutanckiego albumu Centuries of Blindness byłbym niezadowolony, gdyby okazało się, że zbyt szybko się poddali. Album wydany będzie 20 kwietnia tego roku nakładem Metal Is the Law i w Stanach Zjednoczonych dzięki Diabolus Production.
Metal to orka i Morrath orze słuchacza bardzo dobrze. Dziewięć utworów składających się na debiut prezentuje wysokooktanową mieszankę death metalu amerykańskiego z polskim. Centuries… to materiał bardzo brutalny, nie biorący zakładników. Prędkość i ciężar to główne wytyczne młodych muzyków, ale co cieszy, utwory są przejrzyste i nieprzeładowane gęstwinami dźwięków. Słychać, że wzorami są klasyczne kapele, ale całość w odbiorze w moim uznaniu brzmi dosyć nowocześnie. Materiał jest skomasowany, ubity, silnie skompresowany. Nagrano go w Tetra Wave Studio, lecz kojarzy mi się mocno z tym, co osiągnięto w Monroe Sound Studio dla kapel Anthem, Demon Vomit i Masachist. Wyczuwam podobny sposób produkcji i tworzenia mięsistego soundu, który pomimo brutalnej siły jest jak na mój gust w tym przypadku trochę za „ładny” i sterylny. Jednakże to debiut i, jak na ten etap, strzał jest konkretny.
Muzycy kompozycje tworzą w taki sposób, że ciężko jest bezpośrednio ich do czegoś porównać. W riffach i solówkach często słychać Deicide, albo bardziej kapele, które wzorowały się na Deicide, tworząc znacznie brutalniejszą sztukę. Czasami słyszę echa Hate Eternal lub zaciągnięcie w stronę Nile. Od czasu do czasu też pojawiają się elementy slamu, gdzie wokalista do ciężaru pozwala sobie zapodać świnkę i dobrze to współgra z całością. Jednak całość to czysty, brutalny death metal, który pomimo kilku małych wpływów ciągnie swój śmiercionośny okręt do przodu. Odpuszczeń i zwolnień jest tu mało, dominują szybkie tempa i czasami aż wkrada się monotonia. Na szczęście nie dzieje się to zbyt często i ostatecznie album odbieram dobrze. Czy będę do niego wracał w przyszłości, to się okaże, a na dziś ocena trochę na zachętę ze słowami „good job guys”. Nie poddawajcie się, start jest mocny, a przyszłość może być Wasza.
Ocena: 7/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2023, brutal death metal, Centuries of Blindness. Metal is the law, death metal, debiut, diabolus production, Morrath, recenzja, review.






