Desolate Empyrean – “Selfdestructive “(2022)

Idzie wiosna, a ja, jak amator, wziąłem się za recenzję płyty, która z radością budzącej się do życia przyrody ma bardzo mało wspólnego. Album wydany został nakładem undergroundowej oficyny The End of Time Records w grudniu 2022 roku i bez wątpienia był to termin właściwy. Mowa o bardzo „pozytywnie” brzmiącym Selfdestructive, debiutanckim krążku łódzkich muzyków z zespołu Desolate Empyrean.

Dlaczego narzekam na pogodę za oknami? A mianowicie dlatego, że formacja robi wszystko, by słuchacza przygnębić, a muzyki takiej najlepiej się słucha z mroczną aurą za oknem, ciesząc się z przebywania w domu i z ciepłej herbaty pod ręką. Co prawda wiosna jest na etapie denerwującej mieszanki deszczu z wiatrem, ale zimą tego nazwać nie można. Podejrzewam, że odsłuchanie albumu bliżej premiery wywarłoby mocniejsze wrażenie, ale postaram się zarzucić podkowę smutku na twarz i wczuć się w Selfdestructive najlepiej, jak potrafię.

Desolate Empyrean to debiutanci, nie licząc grającego i śpiewającego frontmana, który udzielał się wcześniej w Serpent Seed i Lugburz. Przyznam, że słyszę na płycie odległe echa niepewności artystyczno-wartsztatowej, ale niekoniecznie muszą one zakłócać odbiór, bo tu akurat liczy się klimat. Atmosfera to słowo klucz: przede wszystkim przytłaczająca, dołująca i zabijająca wszelki optymizm. Grupie zdarza się nieco poderwać utwór i pchnąć go w dynamiczniejsze rejony, niemniej znacznie bardziej smakują mi te całkiem smętne i leniwe momenty, gdy melodie mają czas wybrzmieć, a wokalista nieśpiesznie wykrzyczeć sylaby. W najwolniejszych tempach kwartet wypada najlepiej, gdy przyśpiesza, wyczuwam mały chaos i wybicie z konwencji. Na szczęście podobne wrażenia nie mają okazji pojawiać się za często, dzięki czemu całość jest zjadliwa i się broni. Można by też w przyszłości postawić na większą rozpoznawalność utworów, ale myślę, że to przyjdzie naturalnie i na razie nie będę się czepiać.

Selfdestructive zabiera słuchacza w dosyć długą, bo trwającą ponad 50 minut, podróż jak na debiut, ale nie jest to czas, który mógłby przerazić przy obranej konwencji. Muzycy grają wolno i ociężale, jednak na tyle urozmaicają kompozycje, że te nie męczą. Desolate Empyrean postawili na wolny doom metal nawiązujący nie do klasycznego Candlemass, a cenionego przeze mnie nieco bardziej stylu My Dying Bride, Anathemy, Sad Whisperings i wszelakich smutasów, którzy w latach 90. raczyli fanów romantycznymi, ponurymi melodiami. Album oceniam zatem jako godny debiut, po którym, mam nadzieję, powstaną kolejne, jeszcze lepszych materiały.

Ocena: 6,5/10

Desolate Empyrean na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .