Sickrecy – „Salvation Through Tyranny” (2022)

Roku 2022 nie uznaję za jakiś przesadny przełom pod względem dobrych premier. Zdarzyło się kilka mocnych pozycji, lecz uważam, że nie był to silny okres. Całe szczęście wydarzyło się parę wyjątków i mam przyjemność w końcu z jednym z nich obcować. Płyta dotarła do mnie z małym opóźnieniem, ale może i dobrze, bo trafiła idealnie w czasie, kiedy potrzebowałem bezpośredniego ciosu na jeszcze nieopalone wątłymi, wiosennymi promieniami lico. Mowa o płycie Salvation Through Tyranny szwedzkiego projektu Sickrecy, wydanej 28 września nakładem naszych polskich promotorów ekstremy z Selfmadegod Records.

Do dobrego grindcore’u nigdy nie było trzeba mnie namawiać, fakt. Nie znaczy to jednak, że łykam wszystko, jak leci. Muzyka musi mnie do siebie przekonać i nie może stanowić łupanki dla samej łupanki – ma być szybko i „na klatę”, ale z sensem oraz na odpowiednim poziomie. Płyta Salvation Through Tyranny spełnia wszystkie wymagania i trafiła mnie bez pudła. Wzbogacono ją o debiutancką epkę First World Anxiety oraz covery Ingron Hutlös i D.T.A.L., przez co całość nie jest najkrótsza jak na obrany gatunek, ale nie mam z tym problemu. Kawałki mordują jeden po drugim, a ja nie mogę wyjść z podziwu, jak skutecznie mnie tyrają.

Sickrecy składa się ze szwedzkich muzyków, doświadczonych i łączonych z takimi formacjami jak World in Ruins, Damned to Downfall, General Surgery i Birdflesh. Mowa zatem o projekcie dojrzałym i pewnym swojego kierunku artystycznego. Materiał mieszczący się na debiucie to nieprzekombinowany, lekko zabarwiony death metalem, crustem i d-beatem grindcore, który bazuje głównie na blastach i rozwrzeszczanych, ubranych w distortion wokalach. Brzmienie gitar przypomina mi nieco dźwięki wykręcane w Nasum przez nieodżałowanego Mieszka Talarczyka. Podejrzewam zresztą małe inspiracje, bo Salvation Through Tyranny to grindcore właśnie z taką „ludzką” twarzą, przepełniony pomysłami, dobrze zaaranżowany oraz czytelny. Mocarna sekcja rytmiczna nadaje riffom dynamiki, dzięki czemu kompozycje mają gwarancję nośności podczas koncertów i obstawiem, że grupa w wersji na żywo wymiata. Brutalność utworów idzie w parze z groove’em, cios jest wyważony, zbalansowany, niemęczący. Bez względu więc na to, czy słuchamy utworu drugiego, czy, na przykład, dziesiątego, mamy wrażenie, że właśnie odtwarzamy najlepszy – muzycy nie wpuścili na płytę żadnych zapychaczy i postawili na same pewniaki. Dwa covery następujące po „daniu głównym” dobrze komponują się z całością, a Sickrecy wykonał je w wersjach wysokooktanowych, dodając swojej potężnej siły do oryginałów. Zamykająca wydawnictwo epka natomiast nieco odstaje od reszty trochę bardziej oldschoolowym brzmieniem, ale samym kompozycjom absolutnie niczego nie brakuje – ładunek mocy jest utrzymany.

Jak dla mnie Salvation Through Tyranny to idealny strzał na teraz, gdy wreszcie zaczyna przebijać się słońce przez tłuste chmury, gdy o poranku potrzebuję strzału energii. Gardzę wszelakimi napojami energetycznymi i innymi „rozpędzaczami”, stawiam na naturalny skok adrenaliny, którego Sickrecy mi dostarcza.

Ocena: 9,5/10

Sickrecy na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .