Założyć projekt solowy – to jedno, a nagrać godny uwagi materiał pod takim szyldem – to drugie. Doskonale poradziła z tym sobie Dagny Susanne, tworząca w Nachtlieder, prosto z Göteborga. Szwedzka artystka nie tak znowu dawno wydała swój trzeci album pełen chłodnego i szorstkiego blackowego brzmienia. Choć grany przez Nachtlieder black metal ma dosyć klasyczną, utartą formę (nie ma tu łączenia growlu z czystym wokalem, symfonicznych partii czy podobnych „udziwnień”), artwork Lynx raczej do typowych okładek nie należy. Jedyne, co na tej okładce black metalowe, to krzaczaste logo projektu. Zamiast decydować się na utrzymaną w czerni i bieli posępną grafikę, Dagny Susanne wybrała nic innego jak ilustrację Johna Bauera ze szwedzkiego zbioru bajek Wśród Gnomów i Trolli.
Już na pierwszej ścieżce, Claws and Bone, mamy do czynienia z ciężkimi, uderzającymi gitarami. Wokal jest udręczony, z siłą przebija ponad zimne, konkretne do bólu brzmienie Nachtlieder. Sound jest często dziki i surowy na skandynawską modłę. To właśnie przebijająca z muzyki zwierzęca wręcz pierwotność i samotność stają się motywami przewodnimi albumu. Surowość brzmienia Nachtlieder nie jest jednak bezmyślną, chaotyczną rąbanką. Słychać to w tytułowej kompozycji Lynx, gdzie gęstość ściany dźwięku ustępuje po jakimś czasie bardziej monumentalnemu, spowitemu mrokiem klimatowi.
Nameless, Faceless to z kolei jeden z utworów, które nieco zwalniają, nie tracąc przez to jednak na sile.
Po intensywności wcześniejszych ścieżek wspomniany kawałek wprawia w zachwyt ciężkimi dźwiękami, doskonale słychać w nim bas. Siekące, ostre riffy Dark Matter, jednego z najmocniejszych punktów albumu, są już powrotem do wydźwięku, do jakiego artystka zdążyła przyzwyczaić słuchaczy na poprzednich wydawnictwach.
Dagny Susanne nie patyczkuje się z powolnymi, rozciągniętymi w nieskończoność przejściami między utworami. Kompozycje rozdziela zwykle jedynie kilka sekund ciszy, nie dając zbyt wiele czasu na wytchnienie, i zmuszając do odsłuchania znakomitej całości albumu jednym tchem. O ile część kompozycji dużo na tym zyskało, potęgując wrażenie spójności krążka, niektóre na tym ucierpiały. Przykładowo dramatyczny wokal (można go już niemalże nazwać „wyciem”) kończący Eyes Ablaze zderza się z agresywnością kawałka Moksha bez możliwości na mocniejsze wybrzmienie.
Finałowy utwór Moksha brzmi za to fenomenalnie –Dagny Susanne dobrze wie, w jaki sposób zakończyć album. Obok przeszywająco ostrych gitar, utrzymanej na równie dobrym poziomie perkusji i atmosferycznych wstawek raczej nie można przejść obojętnie.
Rozpływam się tutaj w zachwytach, jednak czas trwania Lynx zachwycił mnie znacznie mniej: ostatnie dźwięki rozbrzmiewają po niecałych czterdziestu minutach. Cóż, wtedy pozostaje tylko jedno – odpalić płytę od początku.
Ocena: 8,5/10
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026
- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026






