Oldschool nie umiera. Necroheresy jest kolejnym na to dowodem. To całkiem nowy twór zza południowej granicy, w skład którego wchodzą doświadczeni gracze słowackiej sceny, znani między innymi z takich projektów jak Aeon Winds czy Concubia Nocte. Tym razem chłopakom zachciało się pograć staroświecko.
Wydana dwa lata temu EPka jest drugim, po demówce, wypustem Necroheresy. W świat puścili ich wspólnie Satanath Records, Grotesque Sounds Productions, Darknagar Records i Wings of Destruction. Divine Betrayal zawiera sześć kawałków na osiemnaście minut. Rzadko który osiąga więcej niż trzy minuty a stylistycznie to staroszkolny death metal z dużymi thrashowymi ciągotkami.
Płyta ta jest prosta w założeniach. Zagrać tak, jak w dziewięćdziesiątych, kiedy metal był lepszy a piwo smaczniejsze. Kiedy nie było żadnych pedalskich wymysłów typu metalcore czy djent. Jeżeli ty też tak uważasz to możesz spokojnie skończyć już lekturę i od razu przejść do odsłuchiwania Divine Betrayal. To materiał dla ciebie! Natomiast jeśli tych starych czasów nie znasz/nie pamiętasz/masz je gdzieś, w takim przypadku możesz odpuścić bo nic ciekawego tu nie znajdziesz. Necroheresy wypuściło tylko i wyłącznie kolejny hołd graniu staroszkolnemu. Brzmiący i skomponowany po staremu. Kompozycje są nieskomplikowane w założeniach i budowie. Sporo pojawia się tu melodii, tu i tam wyskoczy dzika solówka, jest też przeskakiwanie pomiędzy tempem galopującym wpierod a doomowatym, co najwyraźniejsze jest na Falosny Prorok. Ohen z Nebies pogoni cię w tempie wysoce thrashowo-punkowym, tu i ówdzie gwarantując fragment do pląsów. Slepy Mnich to już czysty, prosty i bezkompromisowy thrash z prędkością jako główną wytyczną. Są tam też dobrze, groźnie brzmiące wokale. Jakoś tak się złożyło, że na reszcie płyty nie zwróciłem na nie większej uwagi, dopiero tu mi się spodobały. Intro i outro płyty to natomiast nagranie mszy z dodatkowymi zakłóceniami w tle (szum morza?), brzmiące dostojnie i poważnie. Szkoda tylko, że zupełnie nie zgrywa się to z samymi kompozycjami. Mówiąc prosto, oldschool pełną gębą.
Także brzmienie jest kompletnie staroświeckie. Brudny dźwięk o średniej jakości nieźle dopasowuje się do samej muzyki. Basu nie zauważyłem, nie wystaje zbytnio ponad gitary i perkusje. Wokal, jak już mówiłem, zadowolił mnie tylko w jednym fragmencie, poza nim równie dobrze mogłoby go nie być. Pewnie za tą tezę każda konserwa spuściłaby mi srogi wpierdol, ale szczęśliwie piszę pod pseudonimem. Layout jest prosty i raczej ubogi, choć wszystkie informacje na nim zawarto. Składa się głównie z obrazów takich, jak ten okładkowy, na dziewięćdziesiąt procent barokowych.
Mam problem z oceną. Z jednej strony to całkiem dobre granie oldschoolowe, z drugiej niespecjalnie mnie ono kręci. Wielu z was na pewno odnajduje się w takiej muzyce dużo lepiej niż ja, i wam to polecę. Dodajcie do oceny dwa oczka. Reszta może bez żalu ominąć.
Ocena: 6/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

