Stop! Zanim przejdziesz dalej, spójrz jeszcze raz na okładkę. Popatrz na tego kolorowego kosmicznego żołnierza, od razu budzącego skojarzenia z twórczością Bolt Thrower. Popatrz na rzucające się w oko barwy i czcionkę loga, przywodzących na myśl jakiś power metal, albo może i irlandzkie folk punki. Napatrzyłeś się już? No, to teraz możesz zupełnie o niej zapomnieć. To podpucha niemająca nic wspólnego z muzyką.
Necrophor jest pierwszym pełnym albumem niespecjalnie znanego zespołu ze Szwecji. Przez trzy kwadranse i dziewięć numerów zespół przeciągnie cię nie przez cukierkowe heavy, nie przez thrash, ale przez lodowaty i jadowity black metal, który równie dobrze mógł zostać nagrany w okolicach ’95. Płyta została wydana przez Sliptrick Records.
Nie powiem, słysząc pierwsze nuty płyty byłem bardzo zmieszany. Początkowo miałem wręcz wrażenie że trafiłem na kolejny paskudny składak pomysłów wszelakich a niedopasowanych. Ale nie, Necrophor w swoim black metalu jest bardzo konsekwentny i sprawny. Brzmienie pokryte szronem, mocny nacisk na proste, ale skuteczne melodie, echa Dissection, Dark Funeral i nie tylko… to wszystko z pewnością przypadnie do gustu każdemu miłującemu czarne dźwięki. Niektóre numery (taki Betrayed przykładowo) posiadają całkiem wyczuwalny posmak epickości i dodatkowych klawiszy. Anguish umie zwolnić i dodać doom metalu oraz majestatu, podobnie sprawa ma się z Legion. Tu i tam płyta na chwilkę się wyciszy za pomocą czystych, balladowych tonów. Nie jest to nic nowego, niemniej Reborn jest na tyle dobrze zmajstrowany, że zupełnie to nie przeszkadza. Także wyczucie w tworzeniu riffów całkowicie wystarcza by się nim cieszyć, podczas seansu chyba tylko na Pain znalazłem zgrzyt na tyle duży, by warto było o nim wspomnieć.
Do tego możemy dodać bardzo staroszkolną produkcję. Ostry jad gitar, delikatnie dudniąca perkusja, zimne shrieki i niskie ryki wokalisty bardzo trafnie uzupełniają formą treść. Którą warto polecić każdemu zainteresowanemu black metalem. Trochę szkoda, że przez fatalny dobór designu graficznego prawie nikt teoretycznie zainteresowany w praktyce się za płytę nie weźmie. Obawiam się, że przez to chłopakom może zejść para i ochota na kolejne podboje. A szkoda by było.
Ocena: 7/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2017, black metal, kapitan bajeczny, Necrophor, Reborn, recenzja, Sliptrick Records.






