Site icon KVLT

Nemedian Chronicles – The Savage Sword (2024)

Recenzowanie płyt z No Remorse Records to prawdziwa loteria. Z jednej strony Grecy mają w swoim katalogu naprawdę mocne strzały (by wspomnieć choćby o Eternal Champion, Glacier, Riot City, czy Traveler), z drugiej zdarza im się wypuszczać na świat potworki pokroju Nemedian Chronicles.

Wiele rzeczy z pozoru powinno tu zagrać całkiem dobrze. Heavy metal poświęcony koncepcyjnie flagowemu bohaterowi twórczości Roberta E. Howarda, pozwalał mieć nadzieję na kawał solidnego, epickiego grania z ukłonem w stronę barbarzyńskiego świata dark fantasy. Zamiast tego, francuscy piewcy przygód Conana, serwują na The Savage Sword boleśnie generyczne, do tego nieznośnie wręcz napuszone granie, które w ostateczności mogłoby sprawdzić się jako ścieżka dźwiękowa do młodzieżowej animacji Netflixa, albo budżetowej gry komputerowej PEGI-13.

Wyobraźcie sobie, że wrzucacie do ChataGPT następujące tagi: Blind Guardian, Nightwish, Dragonforce, jarmarczne klawisze oraz narratora i efekty dźwiękowe ze stocka. I generujecie z tego ponad 70 (!) minut muzyki.. Tak w skrócie prezentuje się debiutancki album Nemedian Chronicles.

Krążka nie ratują tu nawet gitary, szyjące od czasu do czasu ciekawe riffy i solówki, które w innym przypadku mogłyby posłużyć jako podkład pod naprawdę udane numery. Niestety, kiedy tylko pojawia się na płycie jakiś interesujący patent, szybko rozwodniony zostaje miałkim refrenem, albo kompletnie niepasującą do siebie melodią. I tak często przez 5-6 minut, choć zdarzają się na płycie klocki (Tower of the Elephant, The Song of Red Sonja) trwające blisko 10..

O Wielki Cromie, ale wymęczyła mnie ta płyta. I piszę to jako osoba, której tolerancja na power metalowe potupajki jest naprawdę wysoka. Jak się jednak okazuje, nawet ona ma swoje granice, które wraz z The Savage Sword muzycy Nemedian Chronicles zdołali przekroczyć w kaskaderskim wręcz stylu.

Ocena: 3/10

Exit mobile version