14 kwietnia światło dnia ujrzy album, który w moim uznaniu konkretnie zatrzęsie metalowym światem. Takie płyty lubimy w Polsce, takie płyty, wydaje mi się, lubi także reszta świata. Mowa o nowej produkcji niemieckich „ciężarowców” z New World Depression noszącej tytuł Interment of Sin, która dostępna będzie dzięki kontraktowi z Fucking Kill! Records. Zapowiedzi ujawniły, że album ukaże się w wersji winylowej, kasetowej, kompaktowej i streamingowej.
Nie minęły nawet trzy pełne lata od premiery poprzedniego krążka, jednak załoganci z New World Depression kują żelazo, póki gorące, i rzucają w nas kolejnym mięsem. Descent bardzo przypadł mi do gustu, wobec czego ucieszyłem się na wiadomość o planach wypuszczenia następcy. Po otrzymaniu paczki promocyjnej bez ociągania się przystąpiłem do odsłuchu i momentalnie wstąpiła we mnie radość. Tak, proszę państwa, gra się oldschoolowy death metal! Interment of Sins od pierwszych nut zapewnia nam wycieczkę do czasów, gdy powstawały klasyki gatunku, gdy rodziły się jego najsłynniejsze reprezentacje. Niemcy od lat orbitują wokół podobnych klimatów, ale do tej pory nie osiągnęli nie robili tego z aż taką skutecznością.
Od początku zauważa się rozwój muzyczny, a brzmienie wykręcone w Soundlodge Studio (wcześniej współpracowało między innymi z Dew-Scented, Anvil, Temple of Dread, God Dethroned, Sinister) przez Jöga Ukena miażdży i pięknie współgra z kierunkiem artystycznym płyty. W Interment of Sins dominują średnie tempa opierające się głównie na motorycznych, miarowych kompozycjach, które niepozbawione są melodii rodem z płyt Bolt Thrower. Nie da się też ukryć, że podobieństwo do brytyjskich miłośników wojny nad wyraz często słychać na nowym albumie New World Depression. Niemniej nawiązywania te wypadają nienachalnie, naturalnie i dają radość. Growl wokalisty przeobraził się z gardłowego, oferowanego w przeszłości, na bardziej wyraźny i czytelny, zbliżony do brzmienia takich wokalistów jak Martin von Drunen (Asphyx), John Tardy (Obituary) czy Karl Willetts (Memoriam, były członek Bolt Thrower). Styl ten jest bogaty w ozdobniki, przeciąganie sylab i wszystko, czego potrzeba, by przypominać rasowego krzykacza z lat 90.
Nowy krążek New World Depression można nazwać produktem pełnym, ale uważam nazywanie go produktem za szkodliwe. W materiale słychać radość z grania, chęć oddania hołdu swoim deathmetalowym bogom i miłość do muzyki. Albumu dobrze się słucha i zapewne świetnie będzie brzmieć on na żywo. Każda z kompozycji nadaje się na prezentację na koncertach i bez wątpienia każda ma predyspozycje, by zatrząść klubami. Mimo niezwykle wysokiego poziomu kompozycji udało mi się wybrać kilku faworytów, którzy wywiercili mi nieco większą dziurę w czaszce. Są nimi otwieracz Undying Strains (uderza dwustopowym walcem, nie biorąc jeńców), tytułowy Interment of Sins (silnie przebojowy, ubrany w dobre melodie) i six-feet-underowy wgniatacz w glebę – Deathmachine (dosyć popularny tytuł w death metalu, ale trafnie dobrany).
Mogłeś do tej pory nie znać New World Depression, ale zaufaj mi: wraz z nowym albumem nazwa ta będzie się Tobie pchać do domu wszystkimi możliwymi wejściami i o każdej porze dnia. Interment of Sins zasługuje na posłuch i według mnie go otrzyma. To pełny, pozbawiony słabych momentów, walący po ryju, dobrze osadzony w klasyce i zasługujący na szacunek album.
Ocena: 10/10
New World Depression na Facebook’u.
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2023, death metal, Fucking Kill Records, Interment Of Sins, New World Depression, old-school death metal, recenzja, review.






