Dziś zajmiemy się zespołem dla mnie, i dla 96,26% czytelników Kvlt, nieznanym. I to nie dlatego, że jakiś mierny czy co, po prostu nowiutki. Nex pochodzi ze Szczecina, powstał pod koniec A.D. 2013 i nie zdołał się jeszcze szerzej wypromować. Zgłosiłem się do ich CeDka. Pomyślałem sobie: „choć, robaczku, ja cię utulę”. A potem, pod natłokiem innych gratów, zdążyłem o nim zapomnieć i gdy ostatnio poczmistrz wręczył mi paczuszkę znad morza, miałem nielichy problem rozgryźć co to, od kogo, i czy przypadkiem nie bomba. Okazało się, że nie bomba. Ale prawie.
Po rozprawieniu się z kopertą wypadło na mnie całkiem ładne, czerwonoczarne pudełko trochę w stylu Manifesto od Northern Plague (w środku była jeszcze wlepka, i wielkie dzięki chłopakom za ten drobny, ale cieszący bajer. Nie, nie podniosę Wam za to oceny. Zresztą, nie potrzebujecie). A w pudełku EPka na trzy kawałki, łącznie coś jakby 12 minut. Troszkę niewiele, ale traktuję to jako prezentację możliwości i zapowiedź pełnego materiału.
Pierwszy utwór zatytułowany po prostu Nex rozpoczyna jakiś taki bliżej nieokreślony i stanowczo za długi wstępniak. Po co on, nie mam zielonego pojęcia, napięcia nie buduje, klimatu też niespecjalnie i ogólnie jest jakiś taki zbędny. Natomiast zaraz po nim zaczyna się sieka. Kolejny dowód, że polski death metal stoi na poziomie wysokim jak WTC przed piętnastoma latami. Nex prezentuje ten death metal w brzmieniu ciekawym i całkiem nowoczesnym, zarówno pod względem brzmienia jak i kompozycji. Już w pierwszym utworze widać dodatki w stylu sampli, pojawia się też kozak breakdown nawiązujący do stylistyki core’owej. HWDP temu, kto twierdzi, że to złe, tu brzmi naprawdę nieźle.
Następnym utworem jest Ten Tables of Faith i to już ostro deathmetalowa nawalanka. Utwór nie nudzi, jest odpowiednio ciężki i mocarny, ma fajną solówkę i riff podczas niej, pojawia się też klimatyczne zwolnienie w końcówce. Po tym tracku zdecydowałem się z Nex zaprzyjaźnić. Szczeciniarze wyłomotali kawał solidnego, ostrego grania. Nie jest to nic odkrywczego, ale w ramach gatunku poruszają się bardzo sprawnie. Chłopaki technicznie grają całkiem ładnie, zwolnienia odnotowano, pomysłowość riffów (damn, jak ja lubię główny riff do Nex!) też, perkusja zasuwa z siłą baterii przeciwlotniczej, a blasty mogłyby pojawić się w mokrym śnie bin Ladena. Potem pojawia się kończący EPencję Slaves in the Name of Law, moim zdaniem najsłabszy na płycie. Co wcale nie znaczy, że jest słaby, po prostu nie jest tak fajny jak poprzednie numery. Czego chcieć więcej od pierwszego materiału początkującego zespołu?
Z zasady nie mam wygórowanych wymogów wobec takich wydawnictw. Mądre podejście, tym bardziej, że gdy trafi się na naprawdę fajnego orzeszka, cieszy on jeszcze bardziej. Chociażby tu. Jak na pierwszy rzut zespołu jest klawo. We wstępie napisałem, że bomba to nie jest, ale mam wrażenie, że Nex może nam taką bombę zaserwować. Będę czekał. I fani polskiego death metalu też powinni.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

