Pełnokrwisty, przesiąknięty czernią black/death metal, spoglądający w duchowym uniesieniu ku kosmicznej otchłani? Kupuję bilet w tę tajemniczą podróż bez chwili wahania, tym bardziej, że fundują ją reprezentanci krajowej sceny – debiutujący płytą Ancient Cosmic Emanation muzycy Nihilvm.
Rzut oka na okładkę przywodzi dość oczywiste skojarzenia z ostatnim dziełem Blood Incantation, jednak utrzymanie cover artu w monochromatycznych odcieniach dobrze akcentuje cechy odróżniające oba albumy. O ile bowiem pozaplanetarny rejs amerykańskich death metalowców można by określić jako eskapadę w rejony rozbłyskujących supernowych, wielobarwnych mgławic i przeobrażających się w toku nieustannej ewolucji gwiazd i galaktyk, o tyle przelot do układu Nihilvm stanowi raczej wędrówkę ku chaosowi i tajemniczej pustce, gdzie – poza granicą ducha i materii – nie obowiązują żadne znane prawa ani porządki.
Krążek, nagrany zgodnie z wszelkimi prawidłami nowoczesnego black metalu, zaskakuje swoją sugestywnością i siłą wyrazu. I choć w praktyce nie ma tu nic nowego, bo bez trudu da się odnaleźć kapele grające w podobnej stylistyce (by wskazać choćby Above Aurora, In Twiligh’s Embrace, Occultum, Angrrsth, Martwą Aurę, Porońca, nie mówiąc już o Behemoth, którego wpływy są tu momentami mocno wyczuwalne), słychać na Ancient Cosmic Emanation pasję, determinację i wyraźną konsekwencję w realizacji artystycznej wizji (doskonale uzupełnionej prostymi, lecz zręcznie budującymi klimat tekstami).
Nie sposób nie wspomnieć też o wyraźnej melodyce, po którą grupa (zarówno w wolniejszych momentach, jak i w pełnym galopie) sięga szczodrze i nad wyraz często. Wystarczy sprawdzić takie numery jak Transcendencja, Srebrzyste ostrza gwiazd, Reticulum czy Koniuracja, by przekonać się, że melodyjne partie stanowią nierzadko główną oś zawartych na płycie kompozycji. Pod wieloma względami debiut Nihilvm przypomina mi wydaną przed dwoma laty Seven Crowns and Seven Seals piewców Przedwiecznych z Sulphur Aeon. Podobnie jak w przypadku Niemców, tworzące podniosłą atmosferę melodie funkcjonują na Ancient Cosmic Emanation bez jakiejkolwiek szkody dla mocy oddziaływania samej muzyki.
Zalety krążka dobrze uwypukla też jego brzmienie, z jednej strony bardzo przystępne i przejrzyste, z drugiej dalekie od sterylności i „przeprodukowania” (co też nie powinno dziwić, zważywszy na fakt, że za sound odpowiada M. z No Solace). Fachowa realizacja.
Aby nie poprzestać jednak na samych pochwałach – wyraźny mankament stanowi niestety czas trwania albumu. Pomijając instrumentalne intro, mamy tu jedynie 36 minut materiału, co pozostawia w słuchaczu wyraźny niedosyt. Dodatkowy utwór, pozwalający kontynuować tę podróż nieco dłużej, byłby tu zdecydowanie mile widziany.
Skupiając się jednak na tym, co Ancient Cosmic Emanation oferuje, trudno nie pokiwać głową w wyrazie uznania. Nihilvm wdarło się na scenę z impetem, którego siłę można mierzyć w imponującej skali. Świetna pozycja, mająca szansę otworzyć zespołowi drzwi do szerszego uznania.
Ocena: 8/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: Ancient Cosmic Emanation, black metal, death metal, Malignant Voices, NIHILVM, No Solace, recenzja, review.






