Przejdź do treści

NOCNY KOCHANEK – „Hewi Metal” (2015)

1 179

Kto znajdzie ukojenie w objęciach namiętnego Nocnego Kochanka? Miłośnicy dobrego, choć rubasznego humoru i fani klasycznego heavy metalu! Im muzyczno-liryczne randez-vous przyniesie wiele satysfakcji. Panowie z Night Mistress udowodnili swoimi nagraniami i koncertami, że są profesjonalistami. Teraz, pod zmienionym szyldem, postanowili puścić oko do słuchaczy i nagrać coś „z innej beczki” – jeśli nie muzycznej, to tekstowej i z założenia niepoważnej. Na albumie Hewi Metal przede wszystkim chodzi o autoironię. Nic bowiem nie szkodzi tak muzyce jak zadęcie. Pewnie dlatego metal, mimo upływających dziesięcioleci, ma się tak dobrze – wszak jego miłośnicy, oddani i fanatyczni, nie boją się żartów na własny temat, a to forma autoterapii.

Trudno mnie przekonać do podobnych projektów, bo mam wrażenie, że najczęściej żarty i muzyczny kabaret ma za zadanie zakryć muzyczne braki. Tutaj sprawa ma się odmiennie – panowie grają z przytupem, ich riffy zwracają na siebie uwagę, a melodie refrenów nadają się zarówno do nucenia pod prysznicem, jak i chóralnego śpiewania na wielkich stadionach (występów na tychże Nocnemu Kochankowi wypada życzyć). Baza to dziarski, ale przebojowy heavy / power metal z naleciałościami. Rzecz naprawdę stylowa.

A jeśli o materię tekstową chodzi, to znajdziemy na albumie coś o trudnych relacjach męsko-damskich, ubranych w formę naprawdę dobrej metalowej ballady (Zaplątany), albo dziarskiego i zrytmizowanego metalowego pogrywania z melodyjnym refrenem (Dej mu). Wielki wojownik skutecznie dworuje sobie z anturażu muskularnego bohatera fantasy, typowego dla takich kapel jak Manowar. Nie mogło zabraknąć kawałków sławiących dobrą zabawę (Piątunio) i związanych z nią odwiecznych kłopotów w postaci kończącego się alkoholu (Ostatni numer). O tym, że niełatwo jest chodzić w glanach po plaży prawi nam piosenka Wakacyjny. Kapela przypomni nam także, że metal to również pentagramy i rogate czorty, stąd demoniczny Diabeł z piekła (skądinąd złowieszczego riffu nie powstydziłby się Candlemass). No i nie brak tu nawiązań do wcześniejszych, filmowo-kabaretowo-muzycznych działań zespołu. Pojawia się postać Andżeja (w otoczeniu galopujących riffów), czeka nas też powrót do świata Kapitana Bomby (Minerał fiutta) i filmów akcji klasy B (Karate).

Nad muzyką i tekstami z płyty Hewi metal unosi się duch koszarowego humoru – nie ma w tych piosenkach jednak przysłowiowego „przeginania pały” i szokowania dla szoku. Nikt nie powinien się zgorszyć, a uśmiechnąć to i owszem – kilka grepsów naprawdę się kapeli udało, ale nie będę cytował, bo muzyczna otoczka też stanowi o ich sile. Trzeba posłuchać samemu. Nocny Kochanek gra rzetelnie metal, a do tego rzetelnie się z niego nabija. Jak dla mnie ma wszelkie predyspozycje, by dołączyć na stałe do krajowej ekstraligi prześmiewców. Dla rodzimego środowiska metalowego twórczość zespołu może stanowić zdrowe katharsis.

Oficjalna strona zespołu na Facebooku: https://www.facebook.com/nocnykochanek

 

OCENA: 8/10
(Visited 2 times, 1 visits today)