Norylsk nabrał mnóstwo rozpędu ostatnio. Catholic Dictatorship jest prawdopodobnie pierwszą ich płytą, o jakiej słyszeliście. Ktoś może wie o wcześniejszej Political Pollution, ale to, że przed Norylskiem był też Trocki, już w świadomości publicznej nie jest. Anyway, odkąd chłopaki dostały się pod skrzydła znaczącej wytwórni grają więcej i głośniej. I bardzo dobrze.
Catholic Dictatorship jest drugim pełnoprawnym materiałem Norylsk. Wydany przez Selfmadegod Records, CeDek zawiera czternaście kawałków skondensowanego, wykoksowanego napierdalańska. Napierdalańska trwającego pół godziny i zmiatającego z podłogi. Nie wiem, jak Ty, ja czułbym się zachęcony.
Zanim jednak przejdziemy do, zwanego tak przez ogół społeczeństwa, „łomotu”, słowo o wydaniu. Ogólnie podoba mi się styl, w jakim wydany jest Catholic Dictatorship. Layout jest bardzo ładny, szczególnie sama płyta, na której znajdziemy quasi-średniowieczną rycinę. W tej materii błędy są dwa: pierwszy to nijaka, nieładna, nieczytelna okładka. Drugim, a w zasadzie kolejnymi błędami są błędy w książeczce. Rozumiem, że można zrobić interpunkt, ortograf, czy coś takiego. Ale pomylić tekst (lyricsy macie zarówno po angielsku, jak i polsku) w KILKU miejscach? No bez żartów, Selfmadegod jest dużą, znaczącą wytwórnią. Takie babole po prostu nie przystoją.
Ale, mówiąc już o samej muzyce: jest dobrze. Jest przemoc, jest gniew, są emocje, jest brutal, jest <tu wypisz epitet mocarny a pozytywny>. Co prawda, wszystko na niebie i ziemi wskazywało, że nowa płyta Norylsk będzie grindcore’owa, a wyszedł deathgrind, ale to nie jest wada. Patrząc subiektywnie (nie istnieje coś takiego jak recenzja obiektywna. Po prostu nie istnieje) ta płyta w ogóle ma malutko wad. Dużo więcej w moim notesiku odnotowanych jest zalet. A więc za pierwszą zaletę uznam zróżnicowanie wokalne. Wielka, za wielka, część zespołów bazuje na wokalu monotonnym, „jednokopytowym” wokalu. Norylsk używa szerokiej gamy voxów, wprowadzając tak screamy, jak i growle, a i czasami nawet goregrindowe gutturale. Także perkusja pracuje na poziomie światowym. Lukass albo jest cyborgiem, albo pije za dużo kawy, albo po prostu jest perkusyjnym geniuszem. Tak czy siak, jego ścieżki są po prostu super, i nie ma co tu dodawać. Podoba mi się także polskość w tekstach. Powiedzmy sobie szczerze, normalnie i tak nikt by tego nie zrozumiał, niemniej gdy już się skapniesz (a najłatwiej po F.K.K., nawet, gdy nie jesteś szkalownikiem) w sercu zapala się taka mała iskierka.
Tym, co najbardziej podoba mi się w nowej płycie Norylsk, jest jej dusza. Mimo, że chłopaki grają deathgrind (używam tego określenia często-gęsto, a ktoś niezorientowany nie wie, o co chodzi. Panie niezorientowany, posłuchaj Aborted, to coś w tym stylu), niemniej w ich muzyce bije punkowa dusza. Punkowość ta jest odczuwalna cały czas, jednak niekiedy, czytaj: moshfragmenty, ujawnia się z całą mocą. A tych moshfragmentów jest mnóstwo. Wspomnijmy tylko Mental Alienation, Children of the Political System, Political Monologue… a to i tak nie wszystko. Są jeszcze sample! Pojawiają się, co prawda, nieczęsto, ale dużo bardziej podoba mi się rzadkie i mądre używanie sampli niż częste i bezsensowne.
Czy są tu jakieś wady? Za wadę można uznać natłok dźwięku. Napierdalanie trwa tu prawie że nieustannie. Dla normalnego słuchacza może być problematyczne. Ale my nie jesteśmy normalni. My lubimy ekstremalne rozwiązania, a Norylsk sprawdza się zacnie.
Tak więc, jeżeli chcesz polskiego Aborted, prędkości, blastów, moshu i podobnych wygibasów, sięgnij czym prędzej po to wydanie. Jest naprawdę ostre i mocne. Co prawda, nie jest to supergeniusz, instant klasyk i takie tam, ale cały czas warto się zapoznać.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

