Długo, bardzo długo zabierałem się za tę recenzję. Drugi pełniak śląskiej grupy November Might Be Fine za każdym razem, gdy już byłem blisko sięgnięcia po niego, skutecznie odstraszał mnie swoim ponadprzeciętnym metrażem – przyznajcie sami, że prawie półtorej godziny post rocka to dawka, która mogłaby powalić nawet największego fana tego zazwyczaj pozbawionego wokalu gatunku. Dwupłytowe All doczekało się jednak i na kilka tygodni po styczniowym występie zespołu w katowickim klubie Piąty Dom w końcu wylądowało w moim odtwarzaczu.
Pierwszy z dwóch krążków to klasyczny post rock z kilkoma cięższymi wtrętami, wręcz post metalowymi. Wyłącznie za sprawą swoich instrumentów trio tworzy kilka opowieści, dość diametralnie różniących się między sobą atmosferą. O tym, czego się spodziewać, mówią zresztą tytuły kompozycji – otwierający płytę dość niemrawy Hope oraz skoczny Dream tworzą tę zdecydowanie jaśniejszą stronę All, podczas gdy poruszająca miniatura Sorrow oraz bardzo rozbudowany, świetny Fear uderzą w nieco trudniejsze rejony. W kawałku tytułowym, jak możecie przypuszczać, spotkają się oba te oblicza. Poszczególne kompozycje są bardzo ciekawe, wciągające i tak naprawdę nie czułem przy nich upływającego czasu. W agresywniejszych momentach trochę niedomaga brzmienie (co słychać przede wszystkim w Hope), jednak są to jedynie krótkie wycinki całości.
Spora niespodzianka czekała mnie na starcie drugiego krążka – nie jestem przyzwyczajony do wokalu w post rocku, jednak wszystkie numery składające się na CD 2 zawierają zarówno czysty śpiew, jak i bardziej metalowy wrzask. Do pomocy w tej kwestii November Might Be Fine wzięli sobie troje gościnnych wokalistów – Daniela Konderaka, Methuselaha, Vlada Uskova. Implementacja wokali w ten sposób wykonana została tak umiejętnie, że chętnie usłyszałbym takie rozwiązania częściej, choć np. w przypadku Grief nie uratowało to po prostu niezbyt dobrego fundamentu muzycznego. Muszę też zaznaczyć, że w pewnym momencie metraż All zaczynał rzeczywiście delikatnie dawać się we znaki – materiału zespół nagrał naprawdę sporo i za to oczywiście szacun, jednak aby odsłuch całości za jednym zamachem był jeszcze przyjemniejszy, przydałoby się gdzieniegdzie coś przyciąć (All, Truth) lub wyrzucić to, co zauważalnie odstaje od reszty (Hope, Grief).
Jeśli lubicie post rock i akurat macie wolne 90 minut, które możecie w całości poświęcić na skupienie się na muzyce, to All powinien być dla Was pozycją obowiązkową. November Might Be Fine na swoim drugim pełniaku dostarczyli mi wielu ciekawych przeżyć, i choć zespół niestety nie ustrzegł się kilku mielizn, a momentami brzmienie nie do końca wyciągało z tych agresywniejszych partii to co najlepsze, to i tak przeżyłem z triem najciekawszą od dawna post rockową podróż. Liczę na to, że wkrótce znowu zobaczymy się na żywo.
Ocena: 8/10
November Might Be Fine na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026

