Kiedy z końcem marca świat powoli kurczył się w przestrachu, widząc na horyzoncie cień koronawirusa, Aaron Turner – lider nieodżałowanej formacji Isis, a obecnie głowa Old Man Gloom – udostępnił w sieci album o niezbyt krzepiącym tytule „Seminar IX: Darkness of Being”. Znając poprzednie dokonania ansamblu, a także umiejętność Turnera w kreowaniu post-metalowej schizofrenii, można było być niemal pewnym, że w warunkach dystansu społecznego, a także słabo znanej choroby płyta wybrzmi apokaliptycznie. Warto jednak przekonać się, czy takie samo wrażenie robi także, gdy odrze się ją z jej pierwotnego kontekstu.
„Seminarium dziewiąte” to dzieło stworzone przez zawodowców – to trzeba przyznać na samym wstępie. Poza Turnerem na pokładzie bowiem znajdują się Nate Newton (Converge) czy Stephen Brodsky (Mutoid Man), czyli ludzie o ustalonej renomie, którzy wraz z liderem grupy uwielbiają dzielić się swoimi demonami ze słuchaczem. Jeżeli chodzi o brzmienie, Old Man Gloom nie jest (i nigdy nie będzie) w stanie uwolnić się od konotacji z Isis czy Neurosis. To jest wciąż post-metal w kanonicznej formie, wciąż ulokowany na tym samym brzegu Rubikonu, co złośliwsi słuchacze wprost pisali o „bezglutenowym Neurosis”. Choć wypowiedź w swym pierwotnym znaczeniu wybrzmiewa sarkastycznie, użyta a rebours jest według mnie komplementem dla obu zespołów.
Jak już nadmieniłem, „Seminar IX” nie jest żadną rewolucją – to płyta, która tworzy znajomy obraz przy użyciu znajomych środków. Turner i spółka za punkt wyjścia uznają powolny, pancerny riff, potrafią jednak także przyspieszyć, dekonstruować swoje utwory czy uzupełniać je plamami elektronicznego hałasu. Co najważniejsze, wszystkie kompozycje są autonomiczne względem siebie, różniąc się od siebie poszczególnymi detalami. Wrażenie robi zwłaszcza początek albumu – otwierające krążek „Procession of the Wounded” swoją konstrukcją przypomina dokonania drone z usilnie wracającym, wbijającym się w głowę motywem. Następujące po nim „Heel to Toe” jest natomiast istnym ładunkiem wybuchowym; utwór otwierają i zamykają elektroniczne trzaski, zaś osią kompozycji jest brutalny riff przełamany w drugiej fazie galopadą sekcji rytmicznej. To dobra zapowiedź tego, z czym słuchacz będzie miał do czynienia. Jedyną chwilą wytchnienia jest na poły akustyczny „Death Rhymes”, mający uspokoić słuchacza przed dwoma kolosami zamykającymi płytę.
Odnosząc się do pytania, które recenzent zadał sam sobie na początku recenzji – tak, Old Man Gloom straszy i robi wrażenie także w warunkach post-pandemicznych. To muzyka nieokrzesana, brutalna, nagrana przez weteranów i także przez nich produkowana (za stołem producenckim zasiedli Kurt Ballou i Randall Dunn). „Seminarium dziewiąte” nie jest pionierskie, jednak przy swej intensywności przekazu doskonale odnajduje się w realiach tego dziwnego roku. Podobnie zresztą jak i wydane przez grupę dwa miesiące później wydawnictwo „Seminar VIII: Light of Meaning”, ale to temat na zupełnie inną recenzję.
ocena 7,5/10
- Coffin Nail – „Years of Lead” (2022) - 15 lipca 2022
- Aeviterne – „The Ailing Facade” (2022) - 8 czerwca 2022
- Misotheist – „For the Glory of Your Redeemer” (2021) - 9 marca 2021

