Oranżada – ożywcza, kwaśna (narkotycznie również), smakująca oldschoolem. Otwocczanie świętują właśnie dwudziestolecie działalności, serwując słuchaczom – jak sami to określają – „psychodelicje”. Osłuchanie muzyków z kanonem rockowego grania procentuje dawką przeróżnych retro nawiązań. Z garażowego korzenia lat 90., a zatem z młodzieńczych habitatów muzyków, wyrastają pnącza ku gwiazdozbiorom psychodelicznego rocka przełomu lat 60. i 70. Gdyby przenieść późny Sonic Youth do Kalifornii czasów hippisowskiej rewolucji, pewnie powstałaby muzyka o podobnej fakturze i nastrojach. Podobna, ale nie taka sama – Oranżada gra na własnych zasadach, niemodnych w naszym kraju i nieszczególnie też w świecie. Paradoksalnie wydaje się to najbardziej atrakcyjne w ich propozycji.
Już otwierający płytę numer Ty, ja, oni, my przywodzi na myśl z jednej strony rockandrollowy garaż, a jednocześnie melodykę bliską The Monkees – pianino elektryczne przywołuje ducha amerykańskiego pop rocka drugiej połowy lat 60. Przenosimy się zatem na niewinną z pozoru prywatkę, która rozkręca się z czasem, niosąc doznania psychodeliczne. Syd Barett krąży tu pomiędzy zebranymi, rozdając zakazane (dziś) środki. Oranżada miejscami odlatuje i chciałoby się nawet mocniej, intensywniej, dogłębniej. Gitarowy rdzeń i szorstkie męskie wokale ubarwiają wspomniane już retro klawisze, zwiewnie brzmiący flet (Get Your Head i 4 Horsemen), a także delikatny, rozmarzony, jakby staroświecki wokal gościnnie występującej tu Heleny Perek.
Oniryczna powłoka oplata nas na albumie Karma Tango, ale nie usypia. Podobne klimaty, choć niekoniecznie z pomocą tych samych środków, potrafią przywoływać dziś tak różni artyści jak Daniel Spaleniak, Komety czy Jacco Gardner, propozycja Oranżady jest jednak bardziej zgrzytliwa. Choć brak tu ewidentnych hitów, być może też momentów, które mogłyby wstrząsnąć słuchaczem, otwocczanie trzymają przez cały czas wysoki poziom, konsekwentnie realizując swój plan. Kapela prostymi środkami buduje dźwiękową dramaturgię. Emocje potrafią w ciekawy sposób narastać, zmieniać się, zmuszać nas do refleksji, podobnie jak teksty – choć warstwa liryczna, przynajmniej w mojej ocenie, nie jest tu najważniejsza, raczej pomaga snuć się kompozycjom, przywoływać pewien nastrój.
Arturowi Rzempołuchowi (perkusja), Michałowi Krysztofiakowi, Robertowi Derlatce i Maciejowi Łobudzkowi udało się zbudować unikalny, wciągający muzyczno-liryczny świat. Odpowiedzialny za nagranie, miks i mastering Piotr Rychlec stanął na wysokości zadania – całość brzmi ciepło, analogowo, żywo, z lekkim, potrzebnym tego typu dźwiękom przybrudzeniem. Oprawa graficzna Łukasza Traczyka – odlotowa, dziwna, rozmarzona – doskonale dopełnia całości. Nie każdy pokocha ten muzyczny świat, ale naprawdę wypada sprawdzić. Na skraju hałasu, ale melodyjnie i nastrojowo. Nawiązując do dziedzictwa lat minionych, a jednak atrakcyjnie dla współczesnego słuchacza.
ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku.
Oranżada na Bandcamp.
Audio Cave na Facebooku.
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2023, Alternative Rock, Audio Cave, independent label, Karma Tango, muzyka alternatywna, oranżada, polskie kapela, recenzja, retro rock, review, rock, rock and roll.






