Lato roku pańskiego 1996 pamiętam doskonale. W jedynym wówczas sklepie „metalowym” w moim mieście nabyłem drogą kupna debiutancką kasetę nieznanego mi wówczas zespołu Thy Worshiper. I to był szok, jaki na tamte czasy był w stanie zafundować mi jedynie Burzum i oczywiście Emperor. Popiół Gąsiorowskiego stał się dla mnie wówczas absolutnym wzorcem i płytą, która wyznaczyła moje prywatne niedoścignione kanony pogańskiego schwarzmetalu na długie lata.
Teraz, po ćwierć wieku, gdy na mojej półce płyta ta leży we wszystkich możliwych formatach i wersjach, nie wracam już do tych dźwięków aż tak często. Niemniej dalej uważam, że jeśli chodzi o pagan metal to rodzima scena nie wydała wciąż nic lepszego. Inną kwestią jest ewolucja zarówno zespołu Thy Worshiper, jak i całego ryku muzycznego. Kolejne płyty zmieniały się, idąc z duchem czasu, ale to już nie było to samo…
Do tego roku byłem przekonany, że w tamtych czasach Pagan i spółka byli prekursorami gatunku, jedynymi i niepowtarzalnymi. Nie wiedziałem, że równolegle prawie do Thy Worshipera powstał równie pogański Pagan Forest. Ze względów oczywistych (Panowie jak do tej pory na swoim koncie mają jedynie kilka demówek i jeden split) nie mogłem poznać ich muzyki w czasach, kiedy Thy Worshiper był moim życiowym drogowskazem. Dlatego właśnie ich debiutancki, wydany w tym roku nakładem Werewolf Promotion album złapałem niczym Reksio spyrkę. Ciekaw byłem, jak oba powstałe w podobnym okresie kapele wypadną w bezpośrednim porównaniu
Na szczęście moje obawy rozwiał już sam początek liczącego osiem kawałków krążka. Pagan Forest ewidentnie poszedł z duchem czasu, a Bogu nie jest jękiem zawodzenia za czasami, które zespołowi ewidentnie przeciekły przez palce. Pomimo pogańskich klimatów, album jest bardzo świeży i ani przez chwilę nie trąci biesiadną tandetą, która niestety często kładzie na łopatki pogańską produkcję muzyczną. W kwestii brzmienia jako całość, to również należą się muzykom gromkie brawa. Selektywny i czysty dźwięk pozwala w pełni cieszyć się muzyką. Jest to z pewnością również zasługa Haldora Grunberga z Satanic Audio, a dokonania tego realizatora akurat dziwić nie powinny.
Niecałe trzy kwadranse muzyki przelatują niczym strzała. Muzyka jest szybka, zwarta, zwięzła. I mimo swojego ciężaru, nader rześka. Tak ciężka i szybka, że pagan black przechodzi nawet w death (choćby w kawałkach Water We czy Tęsknota Swarożyca). Te zaś aranże w zderzeniu z czystym kobiecym wokalem grupy Drewno są po prostu niesamowite. Klimaty (poza wspomnianymi wcześniej wycieczkami w death metal) to w pewnym sensie analogia do Czarnej Dzikiej Czerwieni (pozostając w klimatach worshiperowych), tyle że oczywiście bez Grabażowych djembe. Etniczna, sucha, ale melodyjna muzyka, oraz polski surowy i ostry wokal to naprawdę dobra estetyka, jeśli chce się pokazać folk w wydaniu niefolkowym. A uzyskać z tego czystą melodię także nie jest łatwo. I to przy założeniu, że partie klawiszowe (wbrew obiegowym praktykom) nie będą kłuć w uszy i nie będą koniem pociągowym każdego z kawałków.
Pagan Forest wyszedł ten mariaż nader zgrabnie. I choć niestety porównanie tej płyty do Klechdów czy Czarnej Dzikiej Czerwieni nasuwają się automatycznie (słucham tego przynajmniej od pięciu lat), to płytę muszę uznać za wartą przynajmniej kilkukrotnego przesłuchania. Nade wszystko brawo za aranże i za mariaż z dziewczynami z grupy Drewno. Reasumując, pomimo pewnej wtórności, chętnie powrócę do tegorocznego debiutu Pagan Forest. I chętnie prześledzę, co Panowie będą mieli do powiedzenia w przyszłości.
Pagan Forest na Bandcamp
Pagan Forest w Encyklopedii Metalu
Ocena: 7,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Bogu, Pagan Forest, pagan metal, polski black metal, polski pagan metal, recenzja, Thy Worshiper, Werewolf Promotion.







