Parricide – „Crude” (2015)

„Szesnaście lat minęło jak jeden dzień” tak można sparafrazować popularny fragment piosenki na rzecz ostatniej reedycji jednej z płyt Parricide. Chełmscy weterani brutal death metalu w tym roku obchodzą szesnastolecie wydania swojej debiutanckiej płyty „Crude”, która pierwotnie ukazała się za sprawą japońskiej wytwórni Jackhammer Music.
Z kolei dzięki porozumieniu Defense Records, Mythrone Promotion oraz Rotten Music album doczekał się wznowienia oraz (rzecz jasna) lepszej oprawy graficznej. Całość natomiast obeszła się bez żadnych brzmieniowych poprawek, w celu utrzymania dawnego klimatu. Pytanie tylko czy było warto ?

Karierę Chełmszczan można podzielić na dwa okresy. Początkowy, w którym serwowali brutalny death metal
w klimacie Repulsion, Suffocation czy początków Morbid Angel oraz nowy, w którym nie zrywają z przeszłością, jednak na pierwszy plan wysuwa się grindcore oscylujący na częstotliwościach Napalm Death, Terrorizer czy naszych rodzimych Ass to Mouth czy Squash Bowels. Nie będę ukrywał, że ten drugi okres jest mi bliższy, gdyż mój pierwszy kontakt z zespołem „zaliczyłem” przy okazji premiery „Patogen”. Nie oznacza to jednak, że początki są mi obce – uwielbiam „Ill-Treat”, który uważam za szczyt tego metalowego składu. Jak się ma sprawa z „Crude” ? Cóż nie będę ukrywał, że pierwszy krążek tej jakże zasłużonej załogi przechodził zawsze gdzieś obok.

Nie wiem, czym jest to spowodowane. Parricide pokazuje nam tutaj swój rasowy styl z bardziej brutalnych czasów, czego dowodem może być już otwierający niczym bokserki prosty „Conditional” lub kończący płytę „Lofty Rhetoric”. Produkcja bije mocno klimatem lat dziewięćdziesiątych, co jest dużym plusem. Być może muzycy uznali, że dzisiejsza technika nijak pasuje do charakteru tego krążka. Nie wiem, ale jak dla mnie było to bardzo dobre rozwiązanie.  Za przykład niech posłużą chociażby „Narrow-Minded”, „Indignation” czy „Deceived”. Każde przesłuchanie płyty dostarcza może nie tyle dużej radości, ale sporo wzorowo odegranej muzyki, gdyż kompozycje są odegrane takie jak powinny – mocne, siarczyste i z dużą dawką rzygów na wokalu. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy płyta dobiega końca a ja nawet tego nie zauważam. Kolejne utwory przelatują po sobie
i nieco zlewają się w całość. Oczywiście są smaczki jak chociażby „Nothing Twice” czy „Mad Arrives” jednak to trochę mało jak na całą płytę.

„Crude” nie jest złym wydawnictwem. To naprawdę solidna, brutal death metalowa wycieczka w głąb chełmskiego warsztatu tych zasłużonych muzyków. Problem polega na tym, że sprawne i bezbłędne zagranie to jedno, a dobre
i zapadające w pamięć kompozycje to drugie. Reedycja była jak najbardziej potrzebna bo to album, który dla fanów gatunku zapewne stanowi klasyczną pozycję. Dla mnie to jedynie niezła płyta Parricide. Jedynie niezła, bo mają w swojej dyskografii lepsze krążki, które mam nadzieję również doczekają się swojego wznowienia.

Ocena: 6/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .