Revenant of Blasphemies to materiał pierwotnie wydany w ścisłym limicie w 2017 roku przez Psychogrind Records, w 2019 materiał został na nowo zmasterowany, a łapę na nim położyła wytwórnia Dunkelheit Produktionen i wydała go po raz pierwszy na winylu i w większym nakładzie CD. Pazuzu to bestia pochodząca z Kostaryki, która poza tym krążkiem ma na koncie trzy splity i album live.
Słuchając płyty, rozumiem dlaczego wytwórnia Dunkelheit zdecydowała się wydać go ponownie dla większej publiczności. Muzyka zawarta na tym dwudziestominutowym demo niesie ze sobą sporo dobrego (to znaczy złego). Zawartość płyty to jedynie trzy kompozycje, intro i outro, ale słuchanie tego krótkiego materiału daje wiele przyjemności. Muzycy Pazuzu w stu procentach oddani są oldschoolowemu death metalowi, który został poprzetykany zwolnieniami rodem z doom. Takie rozwiązanie oczywiście nasuwa skojarzenia z brzydalami z Autopsy, ale gdy głębiej się przyjrzeć, jest to porównanie założone po najniższej linii oporu. Pazuzu oczywiście jest równie obleśny i nieskomplikowany co Autopsy, ale ich styl wykrystalizował się na większej ilości inspiracji, nie jest tak skostniały. Zespół dopuszcza więcej elementów, które mieszczą się nadal w założeniach OSDM, lecz dobrze urozmaicają kompozycje.
Płytę zaczyna klimatyczne, akustyczne intro Revenant…, które swym spokojnym charakterem idealnie wprowadza do dalszej sonicznej uczty. Transcending the Emanating Filth from the Fathers of the Christian Church wjeżdża z numerem drugim i motywem podobnym do Pull the Plug zespołu Death. Sześć minut trwania utworu pokazuje, że Pazuzu bardzo dobrze czuje się w wolnych i średnich tempach. Kompozycje nawiązują w jakiś sposób do płyt z lat 90., gdy nie było blaściochów, a aranż miał więcej wspólnego z klasycznym heavy metalowym songiem niż z fizyką kwantową. Ich dosyć prostolinijny charakter ocieka szczerością, a brudne brzmienie zaspokoi największych maniaków starej szkoły. Moim ulubionym z trojga bękartów jest zdecydowanie ostatni, czyli The Fallacy of the Cursed Empire, który posiada iście grobowy klimat, a rozpoczynający walec orze i sponiewiera z wielką skutecznością. Mam nadzieję, że będzie mi dane przekonać się jak styl Pazuzu obroni się na longu, a tymczasem zabieram się za kolejny odsłuch Revenant of Blasphemies, gdyż pojedynczy zostawia spory niedosyt.
Ocena: 7/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2021, death metal, Dunkelheit Produktionen, old-school death metal, Pazuzu, recenzja, Revenant of Blasphemies, review.






