Site icon KVLT

Phased „Aeon” (2015)

Niech was nie zmyli ascetyczna okładka. Aeon to płyta bogata w emocje i pomysły, chociaż Szwajcarzy z Phased wykorzystują bardzo proste środki. Dudniąca perkusja, nisko pełzający bas, psychodeliczna gitara – ze zgrzebnych motywów udaje się wyczarować pełen dramaturgii i magii muzyczny świat, który pochłania nas swą narkotyczną siłą.

Wyobraźcie sobie grupkę hippisów przebywających w starym, opuszczonym domu, oddających się eksperymentom z halucynogennymi środkami. Wszystko byłoby dobrze, tyle że niewinny, psychodeliczny eksperyment, przybiera niepokojącą postać – domostwo okazuje się nawiedzone, narkotyki zsyłają także i koszmarne wizje, a jeden z kompanów mianuje się kapłanem mrocznych bogów.

Tak jest muzyka Phased – narkotyczny, hipnotyczny doom, który albo wciągnie bez reszty, albo nie zaciekawi w ogóle. Ja na szczęście zaliczam się do tej pierwszej grupy. Już pierwszy na płycie utwór (Seed of Misery) zaczyna się od klasycznego, ciężkiego riffu, zapraszającego słuchacza w świat psychodelicznej, brudnej ekstazy i magii – wielka w tym zasługa szepczącego swe zaklęcia Chrisa Sigdella. Motywy rozwijają się tu, potężnieją – pojawia się solo gitary żywcem wyjęte z rytuału voodoo – a kawałek wieńczy instrumentalny finał, który przynosi wyciszenie, ale nie ukojenie. Lekko nawiedzony wokal i monotonne riffy są tutaj w stanie skutecznie opętać umysł (Eternal Sleep). Choć całość bywa szorstka i mętna, to jednak wypada – w kanonach uprawianego przez zespół stylu – naprawdę przebojowo. Kiedyś w jednym z wywiadów wokalista My Dying Bride powiedział o prekursorach black metalu z Hellhammer (też Szwajcarach skądinąd), że ich riffy przypominały głosy umierających zwierząt. Podobnie ma się rzecz z brudnymi zagrywkami Phased – wystarczy posłuchać (Return of the) Son of the Sun.

Żeby było jasne – kapela nie wymyśla niczego nowego. Korzysta z motywów wykorzystywanych przez poprzedników, ale z ujmującym efektem. Świetne buduje napięcie i potrafi przechodzić od forte do piano, raz podgrzewając atmosferę, raz ją gasząc (Etched). Mamy tutaj też coś, co można byłoby nazwać doomowym ambientem, kuszącym i wywołującym dreszcze zarazem, stanowiącym swoistą inkantację do nienazwanych demonów (Into Her Gravity Well).

Odjechane, kosmiczno-okultustyczne teksty połączone z takąż muzyką, tworzą zniewalającą i hipnotyzującą całość. Szwajcaria nie jest być może największym graczem na metalowym rynku, ale jeśli już wypuszcza w świat jakąś kapelę, to po to, by narobić zamieszania i zaznaczyć swoją obecność na trwałe. Albumowi Aeon warto poświęcić trochę czasu. Biję się w piersi, bo nie znałem dotąd twórczości tego zespołu, ale w jesienne, mroczne wieczory będę nadrabiał zaległości.

Ocena 9/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku: https://www.facebook.com/phasedswitzerland

 

Exit mobile version