POISON RÜIN – „Hymns from the Hills” (2026)

Nadszedł czas na kolejne, nowe wydawnictwo od Relapse Records. Poziom reklamy i feedback na nią wskazują, że wytwórnia kładzie spory nacisk na wypromowanie tego dzieła. Mowa o drugim albumie amerykańskiej formacji POISON RÜIN pod tytułem Hymns from the Hills. Jest to następca wydanego w 2023 roku debiutu Härvest.

Pochodzący z Filadelfii zespół miesza, kombinuje i łączy. Nowe wydawnictwo jest bardzo eklektyczne i zawiera w sobie naprawdę zróżnicowane wpływy, które w mniej umiejętnym połączeniu mogłyby słuchacza zabić. No bo kto by pomyślał, że może powstać coś takiego jak rycerski punk, który na dodatek bezkompromisowo wpuszcza ambientowe wpływy i coś co można nazwać blackmetalową atmosferą? Mi się taki crossover nie śnił nigdy, aczkolwiek właśnie go słucham i nadal żyję. Skład dowodzony przez Maca Kennedy’ego nie myśląc o ograniczeniach idzie ścieżką, którą wybrał na debiucie, ale tym razem robi to w bardziej przyswajalny i chwytliwy sposób, pamiętając o dobrych refrenach i melodiach gitarowych. Sporym atutem jest także fajne, old schoolowe brzmienie, które oprócz charakterystycznego dla punka brudu oferuje przestrzeń i atmosferę.

Na albumie można znaleźć wiele typowych „umpa umpa”, punkowych motywów, gdzie melodia wiedzie prym i kieruje mnie w skojarzeniowe wycieczki w stronę Dropkick Murphys, który w swój hc/punk wciąga elementy celtyckie. Poison robi podobnie, w swoim stylu, na tej samej zasadzie – punk i folk razem, z tą różnicą, że jest tu mroczniej i mniej pozytywnie. Przyznaję też, że chwilę mi zajęło, nim udało mi się w tę muzykę wgryźć – pierwszy odsłuch zakończył się stwierdzeniem, że to nie dla mnie. Następny odbył się w towarzystwie, w którym materiał polecali mi znajomi, kolejny zrobiłem już znowu samodzielnie i zażarło. Najpierw „kupiłem” przestrzenne wstawki w stylu Killing Joke, potem doceniłem klawiszowo-ambientowe klimaty, a na tej bazie doceniłem wreszcie samego punka.

Nadal twierdzę, że nie jest to muzyka dedykowana do końca dla mnie, muzykom udało się ją tak skomponować, że ostatecznie siadła. Stąd dodatkowe wyrazy szacunku dla twórców za wielką pracę, jaką włożyli w to zróżnicowane dzieło, niby to punk, a chce się powiedzieć, że progresja. Ogrom wpływów, ogromna kolorystyka i atmosfera, album z duszą i drugim dnem. Nie dla każdego, nie dla purystów, aczkolwiek sięgający szerzej niż do fanów punka czy mrocznego rocka. Myślę, że band zostanie zauważony i doceniony.

Ocena: 8/10

Relapse Records na Facebook’u.

(Visited 1 times, 21 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .