24 kwietnia bieżącego roku odbyła się premiera płyty, moim zdaniem w ogóle niezauważonej na naszym metalowym poletku. Słyszał ktoś coś o nowo powstałym zespole Powerrage? Ja nie. Jest to jeszcze dziwniejsze i bardziej zaskakujące, kiedy dodam, że band został założony przez pewną część składu wyjadaczy z legendarnego Exciter. John Ricci (gitara, muzyka) postawił na świeży start, bez odcinania kuponów z przeszłości, i powołał nowy projekt. Zaprosił do tego kilku muzyków, w tym wokalistę Jacquesa Bélangera, którego możecie znać z trzech albumów Exciter: The Dark Command, Blood of Tyrants, New Testament. Obok tej dwójki na płycie pojawia się basista Todd Pilon (ex Witchkiller) oraz perkusista Lucas Dery. W takim składzie nagrany został debiutancki album Beast, wydany przez High Roller Records.
Materiał na ten album w całości napisał Ricci, włącznie ze ścieżkami wokali, więc jest to niemal projekt solowy. Co przyniesie przyszłość – nie wiem, ale widać, że lider jest pewien swego i stawia na swoje pomysły. Płytę (poza wokalami) nagrano „na setkę” by utrzymać staroszkolny klimat, co według mnie się udało. Następnie ścieżki trafiły do Unisound Studio, gdzie legendarny Dan Swano wykręcił z nich brzmienie finalne. Jest old schoolowe, skierowane na sound lat 80. i czasy, gdy metal „żył”, a nie niszczył. Ma to swój urok i pasuje do napisanej muzyki.
A więc jaka jest Bestia? Inna od Exciter, nie taka szybka i jednostajna. Exciter oczywiście potrafił zwolnić, ale tu przyśpieszeń jest mniej niż średnich temp czy okazjonalnych, niemal doomowych zwolnień. Co pierwsze rzuciło mi się na uszy, to skojarzenia z Mercyful Fate. Riffy, wokale, sporo inspiracji bandem, który stworzył legendarną Melissę. Gdy Bélanger uderza w sopran, to po to, by zabrzmieć jak King Diamond i jak dla mnie jest to zabieg robiony z premedytacją – mi się to podoba. Gość potrafi zaśpiewać i te wysoko śpiewane refreny to dla mnie najlepsze momenty płyty. W początkowej fazie odsłuchów nie byłem pewien natomiast, jak mi się te soprany zgrywają z barwą dominującą, czyli czymś zbliżonym do skrzeków. Ciężko mi je określić jednym słowem, są to wokale jakby growlowane, z użyciem przesteru, ale w sposób bardzo thrashowy i mający brzmieć po zwierzęcemu. Z czasem ta wymianka wokali mi siadła i oceniam to za dobre urozmaicenie, choć na pewno mniej darte voxy sprawiłyby, że materiał byłby bardziej przebojowy.
Tak, użyłem tego słowa z premedytacją. Utwory są napisane tak, by stały się heavy metalowymi hitami. Cremation Damnation, The Devil is Screaming czy otwierający Dark Wings to heavy/thrashowe hity, przy których mamy podnieść zaciśniętą pięść i wykrzywić gęby w podkowę na modłę Abbatha, grożąc wszystkim świętościom, że nadszedł czas dominacji metalu nad całym światem. Nie da się tych kawałków zignorować, ja je kupuję i uważam, że są trafione bez pudła. Natomiast jeżeli oceniać całość, to czasami Powerrage traci moje skupienie motywami mniej charakterystycznymi i zlewającymi się w jedno riffami. Takich momentów jest mało, ale powodują one, że płyta nie ma szans na 10/10. Nie poniesie całości na pełnym wypasie i cieszy pojedynczymi utworami czy motywami. Jednak jestem pełen nadziei co do przyszłości tego zespołu, bo słyszę na Beast potężny potencjał, który należy przebić w złoto. Jest to moim zdaniem osiągalne, gdy postawić na średnie tempa i optymalne riffy oraz melodie.
- POWERRAGE – „Beast” (2026) - 9 sierpnia 2026
- ANIMATIONS – „Definition of Mad” (2026) - 19 lipca 2026
- ORDH – „Blind In Abyssal Realms” (2026) - 19 lipca 2026

