W przypadku wrocławskiego zespołu Prąd wszystkim uwagę przykuwa, dość oryginalna nazwa. Minęły już czasy, kiedy polskie zespoły używały nadmiernie nazewnictwa angielskiego. Polski język wrócił do łask i może to być powodem do dumy.
Prąd to pięciu ciekawych muzyków, którzy podeszli do tematu komponowania dość nietypowo. Układ utworów na EP-ce burzy klasyczne struktury piosenek. Dość dziwne polskie nazwy na tym CD są w stanie intrygować od samego początku. Jednak najlepsze czeka na nas, kiedy płyta zaczyna wirować w odtwarzaczu. Sama okładka daje dużo do myślenia, co tak naprawdę twórcy chcą nam przekazać. Dla mnie osobiście to duży plus. Lubię jak te obie rzeczy, komponują się ze sobą. Człowiek włącza płytę, patrzy na grafikę i czuje, że muzyka do niej idealnie pasuje.
Fani ciężkich gitarowych riffów raczej się zawiodą klimatem panującym na tym krążku. Owszem są zagrywki, które dają nieco ostrzej popalić, jednak główny nacisk położony jest na gwiazdy i pustynie niż na zamiatanie włosami. Obaj gitarzyści dość dobrze się razem uzupełniają – jeden z nich gra brud, a drugi maluje pejzaż wokół każdego kawałka. Jest wielka siła w ich szaleństwie. Bardzo podoba mi się, jak to wszystko brzmi razem.
Wszystko to słychać już w pierwszym utworze Podwójna. Pulsacyjny fajny rytm, buja od początku aż do ostatnich taktów, wokalista natomiast z pasją wyśpiewuje swoje liryki. Druga propozycja to 7, gdzie ewidentnie słyszę Queens Of The Stone Age. Wciśnięty na maksa podłogowy fuzz robi świetną robotę. Pięknem alternatywnego rocka czy stonera są właśnie te nożne zabawki gitarzystów i basistów.
Propozycja numer cztery od Prądu to Ata. Najlepszy utwór na tym wydawnictwie, który najbardziej do mnie trafia. A czemu akurat ten ? Jestem wielkim fanem Joy Division i słyszę echa ich twórczości w tym utworze. W radiu to na pewno nie poleci, jednak ucieszy fanów post punka i innych zimnych rzeczy.
Były słodycze ? Teraz będzie kubeł zimnej wody, czyli co nie gra na tej EP-ce. Jeśli chodzi o muzykę nie boję się stwierdzenia, że jest inna, ale może trafić do polskiego słuchacza. W przypadku wokalisty nie byłbym taki pewny. Marcin nie śpiewa źle, jednak nie byłbym taki pewien czy jego śpiew spodoba się szerszej grupie ludzi. Wokal dość specyficzny, co jednocześnie może być wadą i zaletą. No i produkcja, która mogłaby być ciut lepsza i lepiej brzmieć. Może się czepiam, przecież to debiut. Wymagam, aczkolwiek jakości, kiedy słyszę dobry warsztat muzyków. Summa summarum fajne to granie i zachęcam do posłuchania. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Ocena 7/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017
Tagi: #!.7, alternatywny rock, Ata, debiutancka EPka, Joy Division, Podwójna, polska scena stoner, Prąd, pustynia, Queens Of The Stone Age, stoner rock, wrocław.






