Jak wiadomo Niemcy mają dryg do heavy metalowego grania, a kapela Red Raven potwierdza tę tezę, choć jej styl trudno zamknąć w jakiejś oczywistej szufladce. Wypada stwierdzić – używając kuchennej analogii – że choć kapela przyrządza ewidentnie hard rockowe danie, to serwuje je na różne sposoby i z wieloma dodatkami. Znajdziecie w ich propozycji zarówno bardzo udaną, akustyczną balladę o zgrabnej melodii (Until The End Of Time), obok której słychać mocne, klasyczne rockowe uderzenie w stylu poprzednich dekad (Dance With A Freak albo Save Me), ale i też odrobinę świeższych rozwiązań, bo przecież w Collapse kryje w sobie wręcz core’owy riff, a w The Best Man I Can Be mamy gitarową zagrywkę, która może się nawet kojarzyć ze starymi nu metalowymi kawałkami.
Gdzieniegdzie w tzw. Internetach w opisach stylu grupy pojawia się określenie „melodic rock”. O tyle jest ono prawdziwe, że Red Raven rzeczywiście lubi melodyjne refreny, czasem nawet zanurza się w kołyszącą i przyjemną estetykę jak z ballad Bon Jovi (On My Way), ale nie dajcie się zmylić tym łatkom. Bo nie ma tutaj wiele lukru i łagodności, a przynajmniej nie na tyle, by odstraszyć fana metalu. Dużo za to na Chapter Two: DigitHell mocnych riffów. Zespół fajnie łączy zresztą te dwa światy – chwytliwego wdzięku i hałasu – czego dowody mamy już na początku: płyta rozpoczyna się niewinnie od akustycznego powiewu w postaci króciutkiego A Perfect World, by potem wziąć słuchacza siłą, z pomocą hard rockowego, ale nowocześnie brzmiącego Collapse.
Być może to umiejętnie łączenie różnych klimatów stanowi o sukcesie zawartych na drugim albumie grupy piosenek. Riff pełne werwy w naturalny sposób przenikają się na albumie z melodyjnymi refrenami (doskonałym przykładem na to Unbreakable i Out Of Memory). Red Raven potrafi też ciekawie kombinować. W Proud pojawia się bardziej nietypowa rytmika, a gitara przez moment przywołuje melodykę jak z flamenco. Najbardziej udany kawałek? Ja stawiam na podany z progresywnym zacięciem tytułowy DigitHell: wiolonczela na otwarcie i koniec (moje skojarzenia popłynęły wprost w kierunku Be All, End All Anthraxu), dziarski riff, trochę mistycyzmu, chwytliwy refren, przejmujące solo gitary – czego chcieć więcej?
Warto dodać, że wokalnie udziela się na tej płycie znany od pewnego czasu z Gamma Ray Frank Beck. Ale nie znajdziecie na Chapter Two: DigitHell power metalowych wygibasów, typowych dla tamtej kapeli. Red Raven podąża własnym szlakiem. Nie chcę się doszukiwać dziury w całym, bo doceniam kunszt zespołu (zwłaszcza precyzyjną i pełną energii pracę sekcji rytmicznej), ale też całość nie powaliła mnie z równą mocą. Są tu fragmenty świetnie i nieco mniej lotne, ale i tak Red Raven wzlatuje zdecydowanie ponad średnią. Fani hard rocka, którzy nie boją się od czasu do czasu wyjrzeć poza swoja klasyczną, muzyczną bajkę, powinni sprawdzić.
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- MASTECTOMY – „Mass Murder Gospel” (2025) - 23 lipca 2026
- NUMEN – „Erre” (2026) - 17 lipca 2026
- MERKFOLK – „Anabiosis” (2026) - 8 lipca 2026
