Ruinas – „Ikonoklasta” (2020)

Niedawno miałem okazję recenzować album, w którym kwestionowałem zastosowanie języka hiszpańskiego w lirykach. Wokalizy francuskiego zespołu brzmiały tak nieprzekonująco jak wystąpienia naszego premiera i opowieści o wielkich sukcesach w walce z pandemią. Nie minęło wiele czasu a natrafiłem na płytę, w której wykorzystanie tekstów w języku bezwzględnych konkwistadorów okazało się strzałem w dziesiątkę. Mowa o debiutanckim krążku Ruinas, noszącym tytuł Ikonoklasta, wydanym przez Spikerot Records w marcu 2020 roku.

O ile Ikonoklasta jest debiutem projektu Ruinas, o tyle ciężko debiutantami nazwać samych muzyków. Ruiny dowodzone są przez Robera Bustabada, którego możecie znać z kultowego Machetazo, więc nie będzie zaskoczeniem, że Ikonoklasta to naprawdę skuteczny death/grindowy atak. Nieco ponad trzydziestominutowy krążek to bezkompromisowy, przeładowany agresją nowoczesny metal, w którym miesza się wiele wpływów tego gatunku. Wszystkich maniaków Machetazo w tym momencie chciałbym ostrzec, iż nawiązania do ich schedy muzycznej są niewielkie, oczywiście nadal jest to muzyka utrzymana w okolicach grindu, ale Machetazo było wulgarne, old schoolowe do bólu, a Ruinas po siedmiu latach od ostatniego pełnego wydawnictwa Maczety uderza z albumem utrzymanym w bardzo nowoczesnych standardach.

Zacznijmy od oprawy graficznej. Płytę zdobi bardzo atrakcyjna dla metalowego oka okładka zawierająca zdjęcie czaszek pokrytych madami, niby nic specjalnie oryginalnego, ale w mrocznej aurze uderza swą prostotą i cieszy oko. Jest to zdecydowanie jedna z okładek, która nadaje się na t-shirt, bo jak wiadomo czaszek nigdy za wiele. Kolejną rzeczą dzielącą Ruinas od Machetazo jest brzmienie muzyki. Album nagrano w The Ocean Studios , a mastering został wykonany przez Scotta Hulla z Visceral Sound Studios w Maryland (USA). Efekt końcowy burzy ściany i łamie kręgosłupy. Produkcja ma w sobie odpowiednią dynamikę, moc, przejrzystość i brutalność. Brudne gitary podbite są silnie przesterowanym basem, który świetnie współpracuje z naturalnie brzmiącymi bębnami. Gdy zespół rozpędza się do pełnej prędkości, efekt potrafi wbić w podłogę.

Muzycznie jak wspomniałem mamy do czynienia z miksem metalowych wpływów, które zdominowane są przez grindcore i death metal. Generalnie byłbym skłonny nazwać Ikonoklastę metalem ekstremalnym, gdyż stricte grindowym na pewno nie jest. Zespół zdecydowanie kładzie nacisk na prędkość, ale wie także jak zwolnić i jak przyłożyć d-beatem. Utwory są „siłowe”, dzikie, ale zróżnicowane, aranże wykonane są ze smakiem i bez zbędnego silenia się na łamanie reguł fizyki. Nad całą muzyką dominuje rozwrzeszczany Rober i jego hiszpański gniew. Wokale położone są gęsto, lecz płynnie, a sama barwa przepełniona jest jadem i agresją. Ot, taki odpowiednio skonstruowany i skuteczny łomot, jaki lubię.

Ocena: 7/10

Ruinas na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .