Nad wartościami wznawiania podziemnych wydawnictw polskiej sceny metalowej lat 90. już się miałem okazję rozwodzić w niejednym tekście. Wiele z nich pierwotnie wyszło tylko na kasetach i to z kserowanymi okładkami, bądź dzięki małym distro. Wystarczy powiedzieć, że teraz, dzięki kilku odważnym, te kasetowe materiały wytłoczone na CD mają szansę w ogóle zasilić nasze kolekcje. Jednym z głównych wydawców sięgających po artefakty zamierzchłych czasów jest Thrashing Madness Production, która jesienią 2022 roku wznowiła wczesne nagrania zespołu Sacriversum pod tytułem The Shadow of the Golden Fire – Early Days.
Od strony wizualnej płyta jest przygotowana bardzo starannie, dobry papier, wiele stron mieszczących w sobie treści wywiadów, recenzje, fotki i flyersy z czasów początków łódzkich klimaciarzy. Na samym krążku odnajdujemy materiały, które umieściły zespół na metalowej mapie czyli demo Dreams of Destiny (1992), debiutancki album The Shadow of the Golden Fire (1994) i dwa nagrania z demówki, które zrealizowano podczas sesji debiutu, ale nigdy nie wydano. Nagrania zostały poddane nowej obróbce z oryginalnych taśm, co słychać i znacznie podnosi jakość całości.
Wydawnictwo to przyczyniło się w prostej linii do reaktywacji zespołu, który postanowił w ten sposób oddać hołd początkom swej drogi i na ten moment skupić się na nieco agresywniejszej twarzy w dyskografii. Krążek rozpoczyna danie główne, czyli album debiutancki. Kto nie zna, bądź nie pamięta, a lubi metal okołogotycki początku lat 90., czyli jego najlepszej prosperity, powinien go sprawdzić. Nostalgiczna wycieczka trwać będzie aż 45 minut i jest to wycieczka w mocno zakurzone klimaty, gdzie duża ilość klawiszy i różnorakich zmiękczaczy klasycznego instrumentarium były czymś nowym. Mi osobiście tej płyty słucha się wyśmienicie. Słychać tu silne echa początków Tiamat, słychać wczesną Anathemę, Cemetary, a także to, co można nazwać polskim stylem, który słychać było na albumach Sirrah, Cemetary of Scream czy wczesnego Corruption. Klimat, styl, sposób budowania kompozycji, brzmienie – wszystko to zabiera nas na wspominkową wycieczkę do czasów jakie uznaję za najbliższe mojej duszy, ponieważ były to lata początku mojej przygody z muzyką i silnie jestem z tym okresem związany do dziś. The Shadow of the Golden Fire to naprawdę solidnie przygotowany album, z dużą ilością pomysłów, które jakościowo nie odstawały od światowej sceny. Jak zwykle nasz reprezentant padł ofiarą powstania w małym kraju, który nie ułatwiał w żaden sposób przebicia się poza granice. Słuchając tej płyty szczerze przyznaję, że widziałbym Sacriversum podczas jej promocji na trasie z Moonspell czy Paradise Lost, wstydu by nie przyniósł, a taka trasa na pewno wywindowałaby zespół wyżej i pozwoliła rozwinąć skrzydła na kolejnych wydawnictwach.
Po daniu głównym wskakuje bez czajenia się po krzakach demo Dreams of Sanity, które w odbiorze jest znacznie surowsze od pełniaka. Słyszę tu także wpływy Tiamat (pewnie przez siłowe krzyki Remo Mielczarka), ale jest to materiał znacznie bardziej osadzony w metalu tradycyjnym. Sposób pisania riffów jest bardzo podobny do późniejszych wydawnictw, słychać już zaczątki chęci poszukiwań, ale nacisk kładziony jest na gitary, co daje swoisty miks thrashu i deathu z małymi wstawkami metalu klimatycznego. Jest to demo pewnie bardziej nakierowane na starych fanów niż na łowienie nowych, aczkolwiek warte odsłuchu równie mocno jak debiut. Takiej muzyki się już nie pisze i dobrze jest sobie przypomnieć ducha, który towarzyszył jej tworzeniu.
Dwa bonusowe nagrania z nieco lepszym brzmieniem następujące po demo (Defeated Land, Taste of Defeat) są ciekawym dodatkiem. Podejrzewam, że mimo chęci zespołu odstawały nieco stylistycznie od nagranego z nimi albumu debiutanckiego i dlatego trafiły do szuflady, ale dobrze, że zostały odkopane, bo mamy pogląd jak brzmiałoby demo z silniejszym soundem.
Podsumowując: jeżeli pamiętasz początki metalowej sceny lat 90., to wiesz dlaczego warto zakupić to wydawnictwo, a jeżeli tej sceny nie znasz, a chcesz poznać, to jest to jej świetny reprezentant. Metal klimatyczny miał się bardzo dobrze w naszym kraju, mieliśmy silne załogi, które miały ambicje stać się dużymi zespołami. Zjadła je rzeczywistość grania w Polsce. Najważniejsze, że mamy szansę po 30 latach dotrzeć do takich kvltów. Duma.
- Sepulchral – „Beneath the Shroud” (2025) - 22 kwietnia 2026
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026

