Saltus „W imię bogów” (2015)

Co prawda po przesłuchaniu odświeżonego materiału Saltus nie mam ochoty stać się złowieszczym poganinem, kościołów też palić nie będę, ale przyznam, że muzyka na ich tym wydawnictwie jest porywająca od pierwszych dźwięków. Udało się im się uchwycić i diabła w szczegółach, i łojące po tyłku brzmienie i wojowniczy przejawiający się często w podniosłych riffach klimat. Dużym atutem tej wściekłej muzycznej stłuczki jest fakt, że panowie bardziej postawili na „epickość” swoich nagrań niż na karkołomne tempa, tak to sobie niegdyś wykoncypowali. Dzięki temu muzyka zyskuje głębię i czuć, że jest „o czymś”, a nie tylko łomotem dla łomotu. A ja lubię kiedy muzyka jest o czymś i nie atakuje mnie zmasowanym blastowym atakiem maskującym ubytki w kompozycjach. Ba, znajdą się tutaj i momenty prawdziwego oddechu jak w Kiedy bogowie światem rządzili (w którym jednocześnie nie brakuje black metalowego pędu i typowego „bleh!” u wokalisty). Przeważa rzecz jasna rozpalanie ognia w serduchach tych, którzy lubią sobie wyobrażać jak to się żyło zanim nie doszło do chrystianizacji naszego uroczego kraju.

Stąd też wokół tej grupy narosło wiele kontrowersji jakoby hołdowała specyficznym poglądom. Przyznam szczerze, że nie zagłębiałem się w to szczególnie, ale póki muzyka jest dobra, a teksty w ojczystym języku nie pachną mi tym czym nie powinny, to jestem w stanie bez problemu się z muzyką Saltus zaprzyjaźnić. A jest z czym bo ta wypadkowa death, blacku i pagan jest całkiem z głową zagrana i nie nudzi co w dzisiejszych czasach jest sztuką. Jednocześnie jest to tak jednolity i zwarty materiał, że nie potrafię wskazać jednoznacznie utworu, który byłby najlepszy, najbardziej wybijający się z reszty. Dla jednych będzie to ujmą dla innych niekoniecznie, ten materiał jest po prostu cholernie równy i trzyma się pewnego wyznaczonego od pierwszych dźwięków kursu, mimo że kompozycje na nim zawarte pochodzą z różnego okresu działalności grupy i premierowe nie są. Tak, moi drodzy, utwory z tego albumu to rzadkie nagrania z promo z 2002 roku i splitu z Abusiveness pod tytułem „Nowa Era”.  Pogratulować Via Nocturna przygarnięcia  tej zasłużonej dla sceny ekipy, krok to w kontekście szemrania o nich odważny i na pewno pokazujący ambicje tej rozkręcającej się stajni. Jako swoista wizytówka grupy, ten materiał jest po prostu świetny, a dla fanów-zbieraczy po prostu obowiązkowy. Wszystko co napisałem sumuje się więc w poniższej ocenie. Album możecie nabyć w sklepie internetowym Via Nocturna Store.

Ocena: 8/10

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .