Czy to progresywny rock, czy może art rock? Bardziej chyba jednak pasuje tutaj kosmiczny neoprogresywny rock. Z resztą jak zwał, tak zwał. Mimo usilnych starań zespołu, niestety muszę sprowadzić autorów na Ziemię, bo odnoszę wrażenie, że to przerost ambicji nad treścią. Nie brakuje tu świetnych pomysłów, czarujących melodii i barwnych wokaliz. Niestety całość brzmi jak wygenerowana przez komputer ścieżka dźwiękowa do końca świata, lub co gorsza soundtrack do drugiej klasy filmu science fiction o inwazji obcych. Biorę pod uwagę, że to debiut i że nie zawsze debiutancka płyta to geniusz. Choć album oficjalnie i fizycznie ukazał się dla Lynx Music w tym roku, to jak zapewniają autorzy, jest to materiał kilkuletni, który w wersji cyfrowej miał swoją premierę w 2021. Niby tylko cztery lata… albo aż cztery lata. Owszem, zdarzają się unikaty, które praktycznie się nie starzeją, ale w tym przypadku Screaming Earth powinni pomyśleć o wydaniu świeżego materiału, a nie odgrzewać coś, co po prostu nie ma już smaku.
Ambicja i talent są. Czas teraz na kuszący pomysł dla kibiców tej formy artystycznej. No chyba że chłopaki robią to tylko dla zaspokojenia ambicji. Szczerze? Tego naprawdę słuchało by się z zainteresowaniem, gdyby nie produkcja tej muzyki, która pozostawia, przynajmniej mi, wiele do życzenia. Muzycznie to cała masa zmarnowanych pomysłów i mam nadzieję, że sekcja aranżująco-kompozytorska weźmie to sobie do serca. Progresywny rock czy też art rock wymaga od autora abstrakcyjnego myślenia, które na słuchaczu wywrze odruch zachwytu, fan zakrztusi się formą i treścią przekazu, a dla zwykłego „zjadacza” muzyki będzie to niezrozumiałe i niestrawne, jak chociażby jazz dla fana disco polo.
Debiut Screaming Earth, From Manure To The Stars, to pod względem kompozycji i warstwy tekstowej kawał dobrej roboty, ale jest wiele błędów, które dekoncentrują i niemal przeszkadzają w słuchaniu. Zespół jest duetem. Może warto byłoby pomyśleć o rozszerzeniu składu, wzbogacić instrumentarium, tym samym wprowadzić nieco uporządkowanego chaosu. To niewątpliwie pomogłoby urozmaicić stronę muzyczną i zyskać aprobatę większej liczby słuchaczy. Oczywiście to tylko moja sugestia.
Rzecz jasna, są to wpadki debiutanta, które mam nadzieję zostaną usunięte, a muzyka będzie płynąć jak wartki strumień. Jestem pewien i bardzo liczę na to, że już niebawem znów usłyszymy o Screaming Earth w nowej odsłonie i będzie to kolosalny krok naprzód. Mam nadzieję, że nowa muzyka już się pisze, bądź jest napisana. A w tym przypadku znalezienie wydawcy wydaje się być błogosławieństwem dla zespołu. Nie ukrywam, że czekam na kontynuację, bo jestem ciekaw, jak przyszłość zespołu się potoczy, i szczerze życzę im powodzenia oraz więcej pewności siebie.
Polski rynek muzyczny w temacie ambitniejszego rocka niestety kuleje i pozostaje sto lat np. za Zjednoczonym Królestwem. Zatem warto byłoby, żeby ta muzyka odrodziła się i namieszała na rynku.
Ocena 6/10
Screaming Earth na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






