Przejdź do treści

SECTASYS – „Brotherhood Of Chaos” (2016)

173

Sectasys pochodzi z nadmorskiej części Wenezueli. Geograficznie zatem sprawa wygląda egzotycznie, ale biorąc pod uwagę muzykę, to klimatem bliżej płycie Brotherhood Of Chaos do skutej lodami Skandynawii, niż gorących kurortów Ameryki Łacińskiej. Zresztą o tym, że Latynosi znają się na swojej undergroundowej robocie można się było przekonać wielokrotnie i nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się wkrótce, że nawet zaprzyjaźnione z nami San Escobar ma kapitalną scenę ekstremalnego metalu. Sectasys miesza w swoich kompozycjach różne inspiracje, więc i doszukamy się tutaj przede wszystkim wpływów norweskiego blacku, ale i też deathmetalowej nuty w surowym szwedzkim wydaniu albo fińskiej smuty, a nawet szczypty thrashu.

Rdzeń wydaje się jednak black metalowy, a ideologia, teksty i anturaż muzyków idą mu w sukurs. Na Brotherhood Of Chaos słychać surowy sznyt – nawet wbrew rozbuchanej formie – pełen siły i mroku, wyłaniającego się z miksu oldschoolowych patentów (I Am the Dark God). Czasem gitara brzmi jak diabelskie, rozstrojone skrzypki (Sacrilege of Christian Souls). Klasycznie blackowe zagrywki bywają serwowane w skocznym tempie, doskonałym do wypicia kusztyczka z ludzką krwią na jakimś pogańskim weselu. Ale w swoje kompozycje Sectasys często wtapia toporne, mocne, deathmetalowe riffy (Destroyers of Humanity, Emissaries of Death), czasem właśnie w szwedzkim stylu (Masters of War). Może nie są to motywy, które doprowadzą nas do szaleństwa albo całkowicie zniewolą, ale z pewnością dostarczą satysfakcji.

Na pewno jest to płyta różnorodna, mieszająca różne klimaty i nawiązania do klasyki ekstremalnego grania. Mnie chyba najbardziej spodobały się wzniosłe momenty. Złowieszczy wstęp w postaci instrumentalnego intro Chaos Signal robi wrażenie. Na uwagę zasługuję klasyczny, szkolony damski wokal, który pojawia się w paru kompozycjach, jak w Renaissance of Evil & Chaos (tutaj też doomowe zwolnienie). Dodaje to płycie mistycznej aury (The Goddess of Death (Kali)). Zresztą warstwa wokalna jest na tym albumie mocną stroną – od blackowego, nawiedzonego skrzeku, poprzez ponure melorecytacje, po klasyczny growl i wspomniane chóralne soprany na okrasę. A że od czasu do czasu odzywa się ciut akustycznych dźwięków, a na kompozycje składają się różne tempa i riffy, słuchając Brotherhood Of Chaos z pewnością nie będziecie się nudzić. Być może cierpi na tym spójność płyty, ale to, co będzie wadą dla jednych, drudzy uznają za największą zaletę albumu.

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

OCENA: 7/10
(Visited 1 times, 1 visits today)