Sodom – „M-16” (20th Anniversary Edition) (2001/2021)

Nie miałem szczęścia w związku ze wznowieniem albumu Sodom M-16. BMG wypuściła go pod koniec listopada i krótko potem wpadł w moje ręce, ale niestety zbiegło się to z awarią sprzętu do odsłuchu, którego serwis przeciągnął się niemal do końca stycznia. Po prostu dramat. Teraz nadrobiam
zaległości.

M-16 (20th Anniversary Edition) to reedycja dla uczczenia dwudziestolecia krążka. Jak już miałem okazję się przekonać, BMG wie jak się zabrać za jubileuszowe materiały i w tym przypadku również pokazała klasę. Wersja Super Deluxe, którą posiadam, zawiera cztery płyty winylowe (dwie pomarańczowe zawierające album i dwie czarne z mieszanką nagrań live). Do płyt został dorzucony duży plakat z okładką płyty, nieśmiertelnik stylizowany na amerykański z okresu wojny w Wietnamie oraz USB z pełnym albumem w formacie Mp3. Wszystkie elementy zostały spakowane w twarde pudełko, a o szczegółach powstania krążka można poczytać w około czterdziestostronicowym albumie z dużą liczbą zdjęć – jakość i treść zdecydowanie są tu sobie równe.

Pamiętam dobrze oryginalną premierę tego albumu. Powoli kończyła się niełaska, w jaką wpadł thrash metal jako gatunek, a jego główni przedstawiciele wzięli się w garść, by wrócić w dobrym stylu. Tak zrobił Kreator ze świetnym Violent Revolution i podobnie uderzył Sodom. M-16 wjechał w stylu zbliżonym do Agent Orange i albumów wydanych bliżej końca lat 80. Bardzo militarny, okraszony silnie staromodnym brzmieniem i siłowym graniem. Jako fan pierwszych, bluźnierczych materiałów Sodom, w pierwszym kontakcie nie byłem w stu procentach zachwycony, ale z czasem płyta okazała się mocna, a dziś mogę ją bez ceregieli ustawić w jednej linii z tymi lepszymi w dyskografii zespołu. Dzięki takim petardom, jak I Am the War i Napalm in the Morning, album wpisał się na stałe w historię niemieckiego thrashu i pokazał, że coś, co jest dobre, nie musi być zmieniane – należy po prostu zaproponować dobre utwory, by zachęcić do słuchania thrash metalu starych i młodych fanów. Na dwudziestolecie brzmienie płyty zostało trochę odświeżone, mastering wykonał perkusista zespołu Toni Merkel. Trudno tu mówić o rewolucji, płyta zyskała na witalności, w pierwotnej wersji mogła się wydawać ociężała i dzięki nowym zabiegom to uczucie znika. Bardzo old schoolowy charakter M-szesnastki pozostał utrzymany, co mnie bardzo cieszy.

Jako bonusy zostały dobrane różne nagrania live. Na podstawowe krążki trafiły dwa z Wacken do Remember the Fallen i Blasphemer. Na dodatkowe winyle trafiły utwory z Wacken, Bangkoku, Tokyo i z Bang Your Head Fest 2003. Jakość nagrań nie jest jednolita, lecz wszystkie nadają się do słuchania, a dla znających dobrze M-16 mogą okazać się daniem głównym, gdyż jakby nie patrzeć są swego rodzaju „the best of” niemieckich thrasherów (m.in. Agent Orange, Code Red, Outbreak of Evil czy Sodomized).

W ogólnym rozrachunku wydawnictwo M-16 (20th Anniversary Edition) w pełni zadowala. Jak zwykle mamy do czynienia z odpowiednim stosunkiem ceny do jakości. BMG nie opuszcza gardy, wybiera dobre materiały na wznowienia, jednocześnie nadal dbając o szczegóły, i często wygrywa z reedycjami proponowanymi przez inne duże wytwórnie. Cieszy również, że po tylu latach muzyka Sodom utrzymuje swój poziom, album ten może nie został wydany w latach niepodzielnej dominacji thrashu, ale godnie niesie ciężar jego wielkości.

Sodom na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .