Atmosferyczny ambientowy post black metal to taki gatunek, w którym mogę się rozpływać bez pamięci. Ostre, blackowe granie w klimacie „postowym”, ale z atmosferycznymi i tantrycznymi wstawkami to kąski nie lada.
Aż tu nagle wkracza holenderski duet Solar Temple. Cały w lśniącej zbroi, na białym rumaku i przy wtórze anielskich chórów. No dobra, z tymi chórkami to się zagalopowałem, ale i tak jest nieźle.
Płytkę dostarczyło mi wydawnictwo Eisenwald, to samo, które wydaje również takie cuda jak Fluisteraars i Turię, co nie jest kwestią bez znaczenia. A to dlatego, że muzycy tworzący Solar Temple grywają we Fluisteraars i Turii właśnie. Tak więc we własnym sosie kiszą się Holendrzy w niemieckim garnku, i patrząc na wspomniane 3 kapele, każdorazowo wychodzi im to nieźle.
A jak się okazuje najlepiej się dzieje pod sztandarem Solar Temple. Co prawda płyta zawiera jedynie dwa utwory i trwa trzydzieści sześć minut, ale jakie jest to trzydzieści sześć minut!
Gdyby chcieć porównywać Fertile Descent (dodam jeszcze, że jest to płyta – debiut tej młodej formacji) do bardziej znanych projektów, to napisałbym, że duet czerpie trochę z klasyki (Burzum, Trelldom w kawałku Steg, który bardzo przypomina mi kawałek White Jaw), trochę z muzyki około-blackowej (Alcest), a wszystko okraszone smaczkami, takimi jak klawisze a’la Deep Purple w drugiej części kawałka Those Who Dwell in the Spiral Dark i zagrane w klimacie post metalowym.
Dźwiękowo jest oczywiście trochę brudno, ale takie są zasady gatunku. Muzyka jest bardzo hipnotyzująca, momentami mocna i ostra, a miejscami delikatna. Linie melodyjne są klarowne, a motyw przewodni przeplata się przez całe długaśne kawałki (16 i 20 minut), co daje wrażenie zwartej, przemyślanej i jednolitej konstrukcji. A to dobrze, bo ja nie cierpię pociętych niczym konfetti zlepków nie mających ze sobą nic wspólnego, połączonych sztucznie w jeden hybrydowy twór. I choć całość nie przypomina steku bluźnierstw z plwocinami Belzebuba, no i nie podpalisz od tej muzyki kościoła, to bardzo mi się ten album podoba. Bardzo, bardzo – rzekłbym nawet.
Oczywiście Fertile Descent nie jest płytą dla black metalowych purystów, dla których liczy się wściekłość i karkołomne tempo. Natomiast wszyscy wielbiciele nieco szerszego kręgu muzycznego powinni znaleźć tu coś dla siebie. Ja w każdym wypadku w takim klimacie się zakochałem. Tak jak na początku podejrzewałem!
Ocena 9,0/10,0.
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: ambient, atmoseferyczny black metal, black metal, debiut, Eisenwald, Fertile Descent, Fluisteraars, post-metal, recenzja, Solar Temple, Turia.






