Soulfly „Archangel” (2015)

Ja wiem, że już trochę czasu od wydania tego krążka minęło, ale co tam, niektóre wydawnictwa muszą u mnie trochę poleżeć by mógłbym je w pełni docenić. Bardzo lubiłem dokonania Soulfly do „Dark Age” włącznie, który to krążek swego czasu uznałem za równie rewelacyjny co „Roots” Sepultury, tam Duszyczka osiągnęła chyba wszytko co mogła i każdy kawałek był swoistą perełką. Późniejsze dokonania grupy Maxa były niestety tylko dobre, ekstrema pozostała, ale gdzieś pouciekały błyskotliwe pomysły. Choć jak spojrzę na poprzednie moje recenzje na temat dokonań Maxa i spółki to widzę, że te albumy po prostu nie zniosły próby czasu. Cavalera jest na tyle płodnym artystą, że wydaje aż za dużo muzyki, przyzwoitej rzecz jasna, ale nie urywającej tyłka. Jak więc się słucha Soulfly A.D. 2015? Ano całkiem nieźle, choć nie kumam tego rozpływania się recenzentów chociażby w naszym „Teraz Rocku” czy „Mystic Art”.

„Archangel” to bardzo sprawnie przyrządzony nakurw. Co prawda od „We Sold Our Souls To Metal” wieje nieco banałem i tanim sloganem, ale już numer tytułowy i „Sodomites” z gościnnym udziałem bestialskiego wokalisty Nails bardzo daje radę. Rzecz w tym, że bardzo mi brakuje na nowych dokonaniach Soulfly tego tłustego, gorącego soundu z końcówki lat 90 i albumów wydanych po roku 2000. Niby wszystko śmiga jak w zegarku, jest moc, jest precyzja, jest zuo i nawiedzona atmosfera, ale to wszystko jest jakieś takie przytłumione, skompresowane. Może takie było założenie by przyjebać bardziej punkowo i piwnicznie, ale ja to nie do końca łapię. W sumie moje założenie może potwierdzać cover Napalm Death – „You Suffer„, który to jak zapewne wszyscy wiemy jest jednym z najkrótszych utworów w historii muzyki. Życzyłbym sobie więcej takich orientalnych wałków jak „Bethlehem’s Blood„, no ale niestety chyba tylko na życzeniach się ostanie. Fajnie wiedzieć, że Max sobie „Grę o Tron” lubi pooglądać lub poczytać, tytuł „Mother of Dragons” się znikąd nie wziął, ale kawałek jakoś sam w sobie przechodzi bez echa. Za to „Soulfly X” jest bardzo ładne i jak zwykle chwytające za serducho, aż chciałoby się zakrzyknąć: „Max, więcej takich wtrętów między kolejnymi atakami wścieklizny proszę!”.

Tak więc podsumowując tych moich kilka jako tako składnie pozbieranych zdań dochodzę do wniosku, że to po prostu dobry album dobrego zespołu, który kiedyś był rewelacyjny i rozdawał karty na równi z Panterą czy Machine Head. Teraz niewątpliwie rządzą i dzielą bandy pokroju Lamb Of God (który bardzo zresztą lubię), a Soulfly gra sobie dla grona wiernych fanów, którzy nie wymagają od grupy niczego poza wkurwionym łomotem. Także mocna siódemka głównie dla nich, ja raczej będę katować „Prophecy” do spółki z „Dark Age„.

7/10

Czwarkiel
(Visited 6 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .