Siedzieliśmy z mistrzem Tomaszem Stańko w pokoju hotelowym, naprzeciwko siebie – on na kanapie, ja na fotelu. Dookoła nas krzątali się ludzie, a my sobie luźno konwersowaliśmy, choć to mistrz mówił więcej, a ja słuchałem. Dość niespodziewanie rozmowa zeszła z jazzu na disco polo – pamiętam, że pożaliłem się, że mam w TV z sześć kanałów z disco polo, ale żadnego z jazzem. Mistrz zaczął opowiadać, że wcale nie przełącza, kiedy włącza mu się disco polo, że słucha, stara się zanalizować, zrozumieć. Pamiętam jak opowiadał, że zadaje sobie wielokrotnie pytania w stylu „dlaczego zaśpiewał właśnie tak?”, „dlaczego ta melodia ma taki przebieg?”, „dlaczego jest tu zmiana rytmu?” – próbował rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze i zrozumieć motywację twórcy.
Fast forward, końcówka 2022 roku, przede mną leży album To Find Deliverance rodzimego techniczno-thrashowego Species. Wałkuję go raz po raz. Początkowo gdzieś w tle, w drodze do pracy, w samochodzie, podczas robienia innych rzeczy, z czasem staram się poświęcić mu coraz więcej uwagi. Wszystko na nic. To Find Deliverance z uporem maniaka wchodzi jednym uchem, wychodzi drugim. Stosuję wszystkie sztuczki: a to daję albumowi odleżeć chwilę, żeby wrócić do niego z jakimś świeżym nastawieniem, a to coś sobie poczytam – może opinie i przemyślenia innych otworzą we mnie jakąś czakrę, a to w końcu daję z siebie wszystko skupiając się na albumie maksymalnie, odcinając od bodźców zewnętrznych, na pełnym fokusie i bez dystrakcji. Nic z tego.
Gros innych płyt mogłoby pozazdrościć To Find Deliverance tego, jak wiele szans jej dałem. Sęk w tym, że nie skorzystała z tego. Nie zapamiętałem z niej nic. Nie znalazłem żadnego momentu, który by mnie chwycił, który byłby dla mnie haczykiem, który mnie przyciągnie.
Przypomniałem sobie więc wspomnianą na wstępie rozmowę z Tomaszem Stańko. Kimże jestem, by nie pochylić głowy przed mądrością mistrza. Usiadłem zatem z To Find Deliverance i popatrzyliśmy sobie w oczy po raz kolejny. Postanowiłem rozłożyć ten album krok po kroku, by zrozumieć co się na nim dzieje, dlaczego jest, jaki jest, co zespół chce mi właściwie przekazać tymi zmianami tempa, przeskokami dynamicznymi, przełamaniem metrum co moment. Co to wnosi, nośnikiem jakiej historii właściwie jest?
I nie zrozumiałem.
Okej, pewne rzeczy są jasne jak słońce. Species chcą być w pewnej niszy – techniczny thrash to wbrew pozorom nie jest zbyt pojemna szufladka, ale dała radę wypracować pewne klisze, które stołeczne trio przytula do serduszka. No i To Find Deliverance nimi ocieka: od brzydkiej okładki (to ostatnio plaga w rodzimym podziemiu), która wygląda trochę jak narysowane kredkami prace internetowych schizofreników, przez zupełnie niedzisiejsze brzmienie, którego sens akurat rozumiem, nie popieram, ale rozumiem. Ale okej, najważniejsze to muzyka. I tutaj odpowiedzi mi brakuje. Nie wiem dlaczego na tym albumie dzieją się poszczególne zawijasy. Species bez dwóch zdań potrafią grać i okej, niech tam się sobie szpanują techniką i zgraniem. Sęk w tym, że przez prawie cały czas trwania albumu mam wrażenie, że te wszystkie łamańce i popisy odbywają się kosztem muzyki, są wepchnięte na siłę, by tylko zmieścić się w szufladce. Innymi słowy: nie służą niczemu. Zaciemniają obraz, odwracają uwagę od tego, co na tej płycie naprawdę fajne i perspektywiczne.
A tych fragmentów, które dają słuchaczowi jakąś frajdę, trochę jest – nie jest tak, że To Find Deliverance to album fatalny i bez znaczenia. Nie, to mogłaby być naprawdę przyjemna EP-ka, gdyby skrócić ją o niepotrzebne wywijańce, skupić się na konkretnym celu i – o dziwo – uprościć.
Myślę, że Species mogliby się w tym wykazać. To Find Deliverance w obecnym kształcie oferuje za dużo, próbuje być wszystkim naraz, fajne riffy przetasowane są z zupełnie przeciętnymi, przez co znikają. Ale one tam przecież są, zarówno w otwierającym album Parasite jak i wieńczącym go Ex Machina i wszędzie pomiędzy, być może nawet ze wskazaniem na Falls the Tower. Ale jest to album tak niezdecydowany i tak niesprzyjający brzmieniowo, że obieranie go ze skorupki przeciętności nie sprawia mi frajdy. Nie czuję tego.
Jeśli chodzi o moje odczucia, jako słuchacza, to przed Species dwie drogi. Pierwsza to jeszcze większe skomplikowanie i szukanie znaczenia i motywu przewodniego dla swojej muzyki w eksponowaniu techniki gry i złożoności aranżacji. Druga to lekkie uproszczenie i poszukanie odpowiedzi na to, co właściwie zespół chce przekazać. Nie każdy musi być Voivod czy Coroner, nie ma w tym nic złego, wyżej sobie cenię fajną, dobrze napisaną piosenkę, niż prężenie muskułów. Co zabawne, każda z tych dróg może przynieść nam bardzo fajne rezultaty. Póki co To Find Deliverance może być co najwyżej punktem wyjścia – za dużo w tym barszczu grzybów, obraz jest zbyt zaciemniony, ale kto wie, może wyłoni się z niego jakiś ładny potwór.
5/10
Sprawdź też:
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025

