Wygląda na to, że kwestię najbrzydszej okładki 2024 mamy rozstrzygniętą. Jeż w ramonesce może ścigać się z panterą z Metal Magic o palmę pierwszeństwa na niwie heavymetalowego kiczu. Jednak gdy dopowiemy, że Hedgehogs z jednej z piosenek to również: „wieloprowadnicowy miotacz rakietowych bomb głębinowych do zwalczania okrętów podwodnych w przedniej półsferze przed okrętami nawodnymi” z czasów II Wojny Światowej (dzięki, Wikipedio!), to całość nabiera innego kontekstu, zwłaszcza gdy spojrzymy na wojenną zawieruchę za plecami jeża-metalheada.
Muzycznie na szczęście jest dużo lepiej, choć pozostajemy w kręgu wypracowanych przed dekadami przepisów, które jedni kochają, a inni wręcz przeciwnie. Adam Romanowski (bębny i wokal!), Marcin Elas (gitary), Łukasz Marchwiński (gitara) i Krzysztof Tomasik (bas) nie ukrywają wszak, że inspirują się hard rockiem i heavy metalem lat 80. i 90. Szczęśliwie na debiutanckim albumie Rage Addiction gdańszczan nie ma prób kopiowania jeden do jednego konkretnego zespołu, co przydarza się zapatrzonym w metalowych bogów epigonom. Steamyard udaje się nieśmiało wypracować zręby własnego stylu, choć on dopiero się dociera – na razie kapela próbuje różnych rozwiązań. Kompozycje są dość zróżnicowane (oczywiście w ramach konwencji), co w założeniu jest warte pochwalenia, ale też cierpi na tym siła wyrazu całości i spójność albumu. Wierzę, że charakterystyczny wokal Adama Romanowskiego, wysoki, podany z pewną typową dla tamtych lat manierą – niektórych być może drażniącą – oraz naprawdę udane solówki gitarowe, są pewnym wyróżnikiem i podstawą do zbudowania własnego języka. Reszta składu też pokazuje, że instrumenty trzyma nie od parady, więc heavymetalowy zaczyn jest dobry – podsypać należy jeszcze drożdży i nastawić wyższą temperaturę.
Bez trudu usłyszycie na Rage Addiction echa klasycznych kapel z ery N.W.O.B.H.M., ale również trochę rozwiązań typowych dla bardziej melodyjnej amerykańskiej sceny. Zespół potrafi rozpędzić się solidnie (Hate Feast i The Chase Is On) i myślę, że podobne numery wypadną świetnie na koncertach. Może tych momentów szybkich, brudnych, bardziej zdecydowanych powinno być ciut więcej? Na albumie królują jednak tempa mniej spieszne. Co nie oznacza, że Steamyard nie potrafi przykuć uwagi momentami spokojniejszymi. Dla przykładu, Expect a Guest to udana ballada w nostalgicznym stylu – nie przymierzając – Remember Tomorrow Iron Maiden.
Niespełna godzina słuchania wymaga jednak nieustannego podbijania emocji u słuchaczy, a niekiedy pewna dramaturgia na albumie siada. Jednak mimo kilku mniej przekonujących momentów, udaje się Steamyard przywołać ducha minionych lat i zaprezentować swoją twarz. I to najważniejsze. Dostrzegam duży potencjał, nie w pełni jednak wykorzystany. Wystarczy dopieścić pewne kwestie, a Steamyard jest w stanie podarować nam album, który skradnie serce heavymetalowego fana. Rage Addiction mnie jeszcze nie uwiódł, zabrakło na nim prawdziwych hymnów i killerów, ale zaciekawił i nastroił optymistycznie, co do dalszych losów metalowego jeża. Ale jeśli lubicie klasyczny heavy metal i wspieracie rodzimą scenę, to sprawdźcie album Steamyard i zerknijcie na ich koncerty– nieczęsto widuje się śpiewającego perkusistę.
Ocena: 6/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Steamyard na Bandcamp
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2024, album, classic metal, gdańsk, Hard Rock, kvlt, Music, muzyka, nowy album, Rage Addiction, recenzja, Steamyard.






