Suffer Yourself – „Rip Tide” (2021)

W końcu (niestety) dopadła nas jesień. Po wydłużonym niemal o miesiąc lecie czas włożyć długie spodnie i kurtkę z kapturem, uzupełnić zapasy herbaty i… świetnej muzy. Na pory roku wpływu nie mamy, ale można się starać maksymalnie je wykorzystywać, co zrobiłem, słuchając przedostatniego dzieła projektu Suffer Yourself. Materiał nosi tytuł Rip Tide i został wydany nakładem awangardowej wytwórni Aesthetic Death w czerwcu 2021 roku.

Rip Tide to trzy kompozycje – jedna wokalna i dwie instrumentalne. Całość daje nieco ponad pół godziny iście jesiennej chłosty, która może stać się idealnym kompanem do zachmurzonych dni. Projekt nurza się głównie w bardzo wolnych tempach, zdołowanych riffach i superniskich growlach, zamykając się w ten sposób w rejonach funeral doom metalu. Ich sztuka nadaje ciemności nowe znaczenie, przytłacza i dominuje. W tej muzyce można znaleźć głębię, przestrzeń, a czasami nawet piękno, które dodatkowo potęgowane jest użyciem w kilku fragmentach wiolonczeli. Otwierająca całość kompozycja może być traktowana jako część główna albumu ze względu na dwudziestominutowy czas odsłuchu i użycie w nim wokali, ale dwie następujące po niej są czymś więcej niż uzupełnieniem – muzycy zadbali, by były pełnowartościowymi utworami.

Doom metal proponowany przez Suffer Yourself należy do tych cięższych i flirtujących czasami z agresją. Death metalowe riffy często podbijane są podwójną stopą, a czasami nawet zmuszają do przyspieszenia, przypominając w tych fragmentach to, co robi czasami ze swoimi zwolnieniami Incantation (a momentami nawet z walcami w stylu Morbid Angel). Nie zmienia to jednak faktu, że album zdominowany jest przez nieśpieszne zagrywki i smutne melodie, które poprzeplatane tymi brutalniejszymi dają ciekawy, nienudzący się materiał, a duża liczba instrumentali jednocześnie czaruje i wgniata, co może wydawać się oksymoronem, ale tylko do czasu konfrontacji z Rip Tide.

Suffer Yourself robi wszystko, by słuchacza zdołować, zniszczyć, zmielić i wpędzić w schizofrenię. Słuchając płyty, bardzo dobrze rozumiem intencję artystów, jednakże ze mną im się nie udało. Mnie ich gigatonowa muzyka wprowadza w dobre samopoczucie. Może cierpieniem zawartym w muzyce ze swojego jestem oczyszczany, ale nie zmienia to faktu, że Rip Tide spodobał mi się momentalnie i nigdy nie będzie kojarzył mi się z czymś powodującym ból.

Ocena: 8.5/10

Suffer Yourself na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .