Brytyjski Sugar Horse w ubiegłym roku został jednym z moich lepszych muzycznych odkryć. Grupę poznałem przy okazji jej występu u boku LLNN i zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, że już wtedy nabyłem ich debiutancki longplay. Niewiele później moim oczom ukazały się bardzo pozytywne informacje o ich przyjęciu pod skrzydła praktycznie niezawodnego Pelagic Records i o wiążącym się z tym faktem drugim pełniaku, który światło dzienne ujrzał w październiku 2024.
Napisanie recenzji The Grand Scheme of Things trochę mi zajęło, powodem tego nie było jednak lenistwo, a fakt, że zespół mocno odbiega tutaj od tego, czego mogłem spodziewać się po ich koncercie oraz zapoznaniu się z wydanym w 2021 roku The Live Long After. W pierwszych trzech utworach Sugar Horse otulają słuchacza ładnymi, pełnymi emocji melodiami i równie urodziwymi ścieżkami czystego wokalu Ashleya Tubba. Pojawiający się w końcówce kolejnego na trackliście Mulletproof agresywniejszy fragment sygnalizuje mimo wszystko wyczekiwaną przeze mnie zmianę klimatu – Spit Beach jest już o wiele bardziej niepokojący, a występujący w nim wybuch w porównaniu do reszty płyty brzmi wręcz furiacko. Najlepiej na krążku wypada autentycznie ciężki New Dead Elvis, jednak te trzy numery to większość tego, co Brytyjczycy mają na The Grand Scheme of Things do zaoferowania w kwestii ciężkości – Jefferson Aeroplane Over the Sea to powrót w klimat z początkowej części płyty, zaś Office Job Simulator w dość udany sposób miesza ze sobą oba te podejścia – gdyby całość płyty brzmiała w ten sposób, to moje końcowe wrażenia prawdpodobnie byłyby znacznie lepsze. A, no i na koniec mamy jeszcze aż 25-minutowy Space Tourist, który po około czterech obiecujących minutach zamienia się w nudny i jednostajny ambient/drone, ciągnący się na dobrą sprawę w nieskończoność i stanowiący bardzo słabe zakończenie płyty.
Płyty, w przypadku której ocenienie czy mi się ona podoba, czy też nie, okazało się nadzwyczaj problematyczne. Nie zamierzam pastwić się nad Sugar Horse za pomysł odejścia od sludge’owo/postowych ram i mocne postawienie na shoegaze, choć nie będę ukrywał, że nie tego się spodziewałem. Wręcz przeciwnie, dzięki takiemu zabiegowi można w pełni docenić spore możliwości wokalne Tubba. Nie mogę jednak po odsłuchach The Grand Scheme of Things pozbyć się rozczarowania oraz wrażenia, że nie będę do ubiegłorocznej propozycji zespołu wracał zbyt często. Można było zrealizować to lepiej, a numery takie jak Office Job Simulator są tego świetnym przykładem. Cóż – liczę na rehabilitację w przyszłości.
Ocena: 5,5/10
Sugar Horse na Facebooku
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2024, doomgaze, Pelagic Records, recenzja, review, shoegaze, Sugar Horse, The Grand Scheme Of Things.






