Kolejny oddział ciężkozbrojnych greckich hoplitów przedziera się falangą przez thrash metalową scenę muzyczną, która przeżywa ostatnio swój renesans. Suicidal Angels, bo o nich mowa, przygotowali dwanaście ostrych jak hoplickie włócznie kawałków, które składają się na album Division of Blood, numer sześć w karierze hordy z Aten.
Okładka krążka – miazga. Odpowiedzialny był za nią Ed Repka, rewelacyjny grafik, znany z pracy dla Megadeth, Nuclear Assault, czy Dark Angel. Armia napierających nazi-szkieletów, a na czele znana z poprzednich albumów postać jednookiego zombie-anioła zapowiadają niezły blitzkrieg. Płytę otwiera szybkie i mocne uderzenie w postaci Capital of War, który przywodzi na myśl czasy najlepszych wydawnictw niemieckiego Kreatora. Chłopaki z Suicidal Angels jadą równo, siekają wysmakowanymi riffami i zmianami tempa. Dalej jest tylko lepiej, numery Division of Blood i Eternally to Suffer to wyraźny ukłon w stronę starego poczciwego Slayera. Linie gitarowe są tu bardzo charakterystyczne, jakby gdzieś już zasłyszane. W ogóle cały album sprawia takie wrażenie. Ale w tym swoistym hołdzie złotej erze thrashu, latom osiemdziesiątym, Grecy pozostają na tyle spoko, że ostateczny odbiór materiału jest w miarę pozytywny. Z tym, że odpalasz kolejne numery, a tu znowu połączone siły Slayera i Kreatora. No spoko, to działa dobrze w jednym, czy dwóch numerach, ale tutaj każdy kolejny kawałek to typowa zrzynka z mistrzów. Przez to mam mieszane uczucia, co do oceny końcowej. Cenię Angelsów za trzymanie się starej szkoły thrash metalu, z drugiej strony jednak oczekiwałbym czegoś więcej, czegoś innego, co serwują dziś młode europejskie zespoły czerpiąc z innych gatunków i tworząc zupełnie nowy charakter thrashu, niż ten, do którego zdążyliśmy przywyknąć. Technicznie greckiemu zespołowi nie można nic zarzucić, bo wszystkie ich utwory są bardzo dobrze dopracowane, a nogi i łeb same wprawiają się w ruch do równych i mocnych riffów i uderzeń perkusji.
Przy siódemce na płycie, Bullet in the Chamber, odczułem małe zmęczenie materiału, choć minęło tylko około dwudziestu pięciu minut. Numer ten wypada nieco blado na tle pozostałych slejerowych zagrywek. Przedostatni na liście Cold Blood Murder to chyba najpotężniejsze uderzenie na płycie. Niezwykle szybki i agresywny kawał mięsa serwują nam Grecy z Suicidal Angels, co ostatecznie przesądza sprawę i powoduje, że z przyjemnością wybiorę się na jeden z dwóch zaplanowanych na październik koncertów grupy w Polsce. Najnowszy album grupy wieńczy dość dobry Of Thy Shall Bring The Light. Gdy jednak wydaje się, że krążek już się skończył, to nagle po kilkuminutowej ciszy z głośników dobiegają jeszcze dźwięki krótkiego instrumentalnego outro. A komu to potrzebne? A dlaczego? – zapytałyby słynne przeciwniczki legalizacji zielonych kwiatków. Trochę nie trzyma się to kupy, ale skoro taki miał być zabieg artystyczny, to niech tak będzie.
Division of Blood to dobra płyta, zdecydowany hołd old-schoolowi, co nie ulega wątpliwości. Da się jej posłuchać raz czy dwa, ale brak innowacyjności przeszkadza w kolejnych odsłuchach. Równie dobrze można odpalić Pleasure to Kill Kreatora lub Reign in Blood Slayera i pobujać się do ulubionych klasyków thrash metalu. Nie można Suicidal Angels odmówić precyzji w przygotowaniu i dostarczeniu materiału na ich premierowym wydawnictwie. Od siebie dodam tylko, że bardziej do gustu przypadł mi poprzedni album Greków, Divide and Conquer z 2014 roku.
Ocena: 7/10
- SiriusC – „Soil” (2025) - 8 listopada 2025
- Uulliata Digir – „Uulliata Digir” (2025) - 7 stycznia 2025
- Mirzam Antidotum Ov Marazm – „…There Is No Emptiness…” (2024) - 31 grudnia 2024

