Już 25 kwietnia 2025 roku odbędzie się premiera albumu polskiej nadziei death metalu, kapeli Supreme Void. Płyta nosi tytuł Towards Oblivion, zostanie wydana przez Dolorem Records i jest następcą Epki End of Games (2021).
Jak pokazał krótki research, Supreme Void to trio, które obija się po polskiej scenie kilka ładnych lat. Pod tą nazwą muzycy tworzą od 2023 roku, a Epkę pierwotnie wydali pod starym szyldem Depravity. Mylące może być, że ten sam materiał widnieje jako krążek Supreme Void i Depravity. Specyficzne zagranie, ale prawda jest taka, że muzycy mogą robić, co im się żywnie podoba. Oprócz stażu w Depravity ekstremiści łapali doświadczenie pod banderami takich projektów jak Dished (!), Cancerfaust, Mesmerized, Perverse, Sphere, a nawet Quo Vadis. Zestaw robi wrażenie i pokazuje, że Towards Oblivion to nie przypadek.
Album zarejestrowano w Hertz Studio, a obrobił go w Chernobyl Studio Scott Elliott. Takie rozwiązanie dało potężne, nowoczesne i klarowne brzmienie. Na pochwałę szczególnie zasługuje sound gitar, wyjątkowo skutecznych w niskich rejestrach. Kierunek muzyczny wybrany przez zespół w moim uznaniu prosi się o trochę bardziej zaflegmione ustawienia, ale to już kwestia gustu.
Na tym etapie mojej recenzji przyznam się, że do momentu włożenia CD do odtwarzacza w ogóle się zespołem nie interesowałem. Przegapiłem ewolucję Depravity w Supreme Void, przez co migająca gdzieś na wallu Facebooka okładka nie przykuwała uwagi. Nie macie pojęcia, jakiego szoku doznałem, gdy pierwsze dźwięki Remnants of Hope zaorały przestrzeń mojego salonu. Momentalnie wbiłem w nety i z niedowierzaniem upewniłem się, że załoga pochodzi z Polski, bo ten album nie brzmi, jak z Polski. Ten album to świat, globalny poziom wykonawczy i aranżacyjny. Brutalność death metalu połączona jest tu z ciekawymi, dysonansowymi patentami, nadającymi całości bardzo mrocznej materii i atmosfery. Nienagannie zagrane partie instrumentów ukazują muzyków jako sfokusowanych na brak kompromisu artystów, którzy nie odpuszczają, póki nie uzyskają zaplanowanego efektu. Na płycie dzieje się naprawdę dużo, a jako słuchacze ani na chwilę nie stracicie koncentracji, każda kompozycja wciągnie Was i utrzyma przez całą długość trwania. Moje pierwsze kilka odsłuchów wyglądało tak, że siedziałem z koparą przy podłodze i nie wierzyłem, co się w tej muzie odpierd… Był to zachwyt i chęć dogłębnego poznania, ciekawość wymieszana z podnieceniem.
Takiej jakości się nie spodziewałem. Supreme Void wybił pod samo niebo i mam nadzieję, że będzie tam szybował przy każdej kolejnej produkcji. Projekt ten pozbawiony jest kompleksów, pewny siebie i stawiający na realizowanie swojej wizji. Jest to muzyka nieoczywista i jednocześnie zjadliwa i wciągająca. Towards Oblivion jest dowodem, że nie trzeba powielać wiecznie tych samych funkcji gitarowych i tanich „patatajek”, żeby nagrać płytę skrajnie zaraźliwą i porywającą. Takiej ambitnej, dobrze zrobionej muzyki życzę sobie więcej i życzę też sobie, by ludzie zwrócili na ten band uwagę, bo zasługuje na nią, jak mało kto w naszym kraju.
Ocena: 9.5/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2025, death metal, debiut, Dolorem Records, recenzja, review, Supreme Void, Towards Oblivion.






