Teitanblood – „From The Visceral Abyss” (2025)

I słowo ciałem się stało. Zapowiadana już od dłuższego czasu czwarta sztuka od Teitanblood ujrzała w końcu światło dzienne. A muzyka na From The Visceral Abyss to piekło w swojej najbrudniejszej i najbardziej bluźnierczej postaci. Musiałem czekać aż sześć długich lat, aby moje koszmary w końcu przybrały fizyczną formę tych miażdżących 52 minut. Lubicie brud i pożogę z Blood Upon The Altar Blasphemy, albo zmutowane Sarcofago za czasów I.N.R.I. wymieszane z koktajlem z Beherit i zaczarowaną Ep Dawn Of Satan’s Millennium? Jeżeli tak, to podkręćcie to razem o 200%, wyszlifujcie jak pierwszej klasy diament i będziecie mieli nową propozycję od Teitanblood. To co dzieje się na tej płycie, przechodzi najskrytsze fantazje nekrofila, seryjnego zabójcy opętanego najczarniejszym z czarnych demonów.

From The Visceral Abyss to uczta dla ucha dla wszystkich z nas, którzy uwielbiają czarną polewkę z dodatkiem psychodelicznego death metalu. Każde solo na tej płycie to napiętnowana chaosem kanonada dźwięków. Od pierwszych sekund Enter The Hypogeum po ostatnią nutę Tomb Corpse Haruspex to symfonia i apoteoza zła. Tutaj nie ma miejsca na odpoczynek. Nie ma czasu na wytchnienie. Cała muzyka tak absorbuje, że nie jestem w stanie robić nic innego podczas jej trwania, tylko słuchać i popadać w coraz głębszy obłęd.

Płyta działa niczym tabliczka ouija, wyciąga do realnego świata najgorsze koszmary mojego umysłu i wywołuje najgorsze instynkty, dotąd dobrze zakopane w mojej podświadomości. A przynajmniej tak mi się wydawało. From The Visceral Abyss kończy się, ale ja z uporem maniaka wciąż wciskam play. Czy to tylko niegroźny masochizm, czy już choroba psychiczna? Nie wiem. I w końcu, kiedy płyta wybrzmiewa po raz kolejny, łapię się na tym, że jest mi wstyd za te myśli, które mi jeszcze parę sekund temu towarzyszyły. To na pewno diabeł gra ze mną w te ciemne gierki, bo jak to inaczej nazwać?

Zamykający utwór, trwający prawie 15 minut Tomb Corpse Haruspex, zaczyna się niepokojąco od dźwięków skąpanych w piekielnym ogniu, a melodie na rogu wchodzą w rytm nieco wolniejszej gitary. Ale niech Was nie złudzi nastrój, bo zaraz Teitanblood wraca na stare tory i tnie każdym dźwiękiem umysły niewiernych jak piła tarczowa zgniłe ludzkie mięso. Chaos, zagłada i totalna destrukcja wszystkiego, co wydaje się być normalne na tym świecie, to jedyne co przychodzi mi do głowy.

Mam nadzieję, że ochoczo sięgniecie po ten album, chociażby po to, by rozładować swoje głęboko skrywane napięcia lub, żeby na nowo odkryć pierwotne instynkty gdzieś głęboko zakopane w podświadomości.

Już poprzednie płyty, a na pewno ostatnia The Baneful Choir sugerowała, że z muzykami nie do końca jest wszystko w porządku, ale na From The Visceral Abyss już jestem tego pewien. Tylko chory umysł mógł stworzyć coś takiego. Podobna reakcja towarzyszyła mi, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Blasphemy na przegrywanej po raz setny kasecie magnetofonowej z demo Blood Upon The Altar, a później na ich debiucie Fallen Angel Of Doom. To był rok 1990 i możecie sobie tylko wyobrazić, co Kanadyjczycy zrobili z moim nastoletnim umysłem. Tak też jest i teraz, tylko duch zespołu nawiedzonych perwersów przeniósł się z Kanady do Hiszpanii i nazywa się Teitanblood.

To muzyka na pozór bardzo prymitywna, która po prostu potrafi eskalować w mojej duszy diabelskie instynkty umazane w koźlej krwi. Potrafi też przywołać najgorsze wizje, kiedy tylko zamknę oczy i skupię się na tych diabelskich nutach. Odnoszę wrażenie, że to sam władca piekieł lub jego demony nucą mi kołysankę na dobranoc. Tylko że ta noc nigdy się nie kończy…

Ocena 10/10

Teitanblood  na Facebook

 

 

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .